Archiwa tagu: LGBT

Chwała i niechwała, czyli krzyżowanie cioty

Jestem z Piotrem 12 lat, od 10 mieszkamy razem, nie wiem, jak musiałbym zachachmęcić, żeby nie było go w moim dzienniku. To by wymagało wygumkowania sporej części życia. Nie widzę takiej potrzeby, nie żyjemy w Rosji. Zresztą jestem ujawniony od lat, nigdy nie robiłem z tego tajemnicy – poza może samym początkiem, kiedy zależało mi, żeby po debiutanckim tomie krytycy nie zaszufladkowali mnie jako poety gejowskiego, którym nie jestem. Opuściłem tylko bardzo osobiste sprawy, bo takie rzeczy publikuje się 50 lat po śmierci.

- mówi Newsweekowi pan Dehnel. Z oczywistych względów nie mógł odpowiedzieć, że po prostu nie ukrywa się osoby, którą się kocha i która jest wielką częścią twojego życia. Z oczywistych, bo przecież prosta odpowiedź nie dałaby mu okazji do kolejnej autopromocji.

Kiedy poprzednim razem czytałem publikowany przez „Replikę” wywiad z Jackiem Dehnelem, wyraził on przekonanie, że Warszawa jest obyczajowo tak odległa od reszty Polski, że wraz z partnerem nie doświadczają typowo polskiej homofobii, w przeciwieństwie do – tutaj będę nieco zgryźliwy- biednych gejów z Polski B, która jest prawdopodobnie wszędzie tam, gdzie nie ma Warszawy. I tutaj dwie rzeczy – po pierwsze pan Dehnel żyje w mydlanej bańce własnego sukcesu i nie widzi, że jego status ekonomiczno-społeczny gra większą rolę od miejsca zamieszkania. Po drugie, nawet na swojej uprzywilejowanej pozycji, pan Dehnel nie stara się przekroczyć „normy”, którą gejowi wyznaczyło homofobiczne społeczeństwo, bo pozwala sobie co najwyżej na bezpieczną „ekstrawagancję” pokazania się ze swoim partnerem publicznie lub napisania o nim w swoim Dzienniku, co dodatkowo tłumaczy tak, jakby głównym powodem ujawnienia się była trudność z wygumkowaniem sporej części życia. W tej samej Warszawie, która w jego mniemaniu jest europejską stolicą, idący za rękę mężczyźni słyszeli wyzwiska i zostali opluci – z pewnością przez człowieka, który nie skojarzyłby go ani z twarzy, ani z nazwiska. Mydlana bańka by pękła.

Ta notka nie ma być jednak ani próbą polemiki, ani jakąś zaplanowaną krytyką pisarza, o ataku nie wspominając. Jak każda wyoutowana osoba publiczna, która nie stroni od rozmów na temat swojego życia, pan Dehnel dokłada, prawdopodobnie całkiem sporą, cegiełkę do burzenia muru lęku, nienawiści i tabu. I chwała mu za to.

Albo chwała i niechwała równocześnie.

Naszła mnie trochę smutna refleksja. Do niedawna internet przelewał się kiepskimi memami, które dzieliły świat gejów na cioty z parad i na panów w garniturach, którzy dzięki wielu czynnikom zapracowali sobie na szacunek i nobilitację z pedała na homoseksualistę. Przekonanie to, wyjątkowo groźne, bo po pierwsze segregujące ludzi na lepszych i gorszych, a po drugie potwierdzające, że gej, w przeciwieństwie do heteryka, musi sobie zapracować na szacunek, jest oczywiście głęboko zakorzenione w mentalności samych gejów. Obecnie to oni podłapali taki trend i podejrzewam, że głównie dzięki samym zainteresowanym nie stracił on jeszcze racji bytu. Gimnazjalistom przecież już się znudził. Gdyby dzielić tak gejów ze światka showbiznesu, panowie tacy jak Jacek Dehnel lub Tomasz Raczek znaleźliby się u samej góry w kolumnie „homoseksualistów z klasą”. Dziwnym trafem, obaj ci panowie zawsze mnie lekko irytują i nic nie potrafię na to poradzić.

Ostatnio często łapię się na zniecierpliwieniu, gdy czytam wypowiedzi homoseksualnych znanych i szanowanych. Można abstrahować w tym momencie od Polski. To raczej uniwersalny mechanizm: panowie z rodzin inteligenckich, z tradycjami i stabilną, jeśli nie wyjątkowo dobrą sytuacją materialną, którzy mieli zapewniony stosunkowo łatwy start w życie, wychodzą z szafy w starannie zaplanowanym przez siebie momencie – gdy pewni są, że taki coming out już im nie zaszkodzi w karierze. Co irytuje mnie w tym powtarzającym się procederze to fakt, że panowie ci są za swój pseudo heroizm nobilitowani i stają na szczycie w „hierarchii” środowiska, które równocześnie bez żenady linczuje tych, którzy nawet fizycznie nie mogli wtopić się w tłum i stawali się ofiarami homofobii zanim jeszcze ukształtowali się w pełni seksualnie. Na ich tle marnie wypadają fałszywi herosi, ale ze względu na swoją – odziedziczoną lub wypracowaną- pozycję, to oni stają się decydującym i często jedynym słyszalnym głosem na linii LGBT a społeczeństwo.

Swoimi coming outami kruszą powoli pomnik stereotypu geja- przegiętej cioty z parad, ale w jego miejsce budują drugi, monumentalny i w moim przekonaniu dużo bardziej toksyczny, bo z pozoru pozytywny – geja, mężczyzny sukcesu, bogatego i przystojnego prawnika, pisarza, dyrektora teatru, ewentualnie biznesmena lub polityka. Takiego, który zawsze będzie bogaty i nigdy się nie zestarzeje, a życie spędzi u boku drugiego przystojnego, osiągającego sukcesy, również zapakowanego w garnitur od Dolce&Gabbana.

Cytuje się więc entuzjastycznie medialne wypowiedzi panów, którzy poza autopromocją nie oferują środowisku niczego konkretnego. Równocześnie, są oni być może jedyną grupą, którą na efektowny aktywizm byłoby stać – i to również w sensie dosłownym. Zwykle są jednak niezdolni do spojrzenia z szerszej perspektywy na to, jak wygląda życie poniżej konkretnej ilości zer na koncie bankowym i bez nazwiska, które miałoby w jakichkolwiek kręgach jakiekolwiek znaczenie. Trochę to smutne.

Środowisko obraża się na przegięte cioty, czyniąc z geja w różowych legginsach kozła ofiarnego, którego należy jak najszybciej ukrzyżować dla dobra „wspólnej sprawy” i odzyskać swoją zszarganą męskość. Tymczasem ja coraz bardziej męczę się stereotypem z przeciwnego bieguna. Nie interesuje mnie już co do powiedzenia o całym środowisku mniejszości seksualnych ma obiecujący młody pisarz, szanowany krytyk filmowy, aktor, reżyser, znany prawnik. Oczywiście, że oni powinni się w tych tematach wypowiadać i ich głosy są szalenie ważne. Ale właśnie dlatego powinni zachować pokorę i zdać sobie sprawę, że są samym czubkiem tej góry lodowej, której 90% nie może się nawet wynurzyć nad powierzchnię homofobicznego ścieku.

Gdzie są dumni i szanowani homoseksualiści, kiedy dzieci oskarżane o bycie pedałami i przegiętymi ciotami wieszają się na sznurówkach? Prawdopodobnie dalej odbywają swoje wojaże po świecie, bezpieczni w swojej mydlanej bańce, bo zejście na ziemię im się zwyczajnie nie opłaca*.

 

(nie wiem kiedy napiszę obiecaną kontynuację poprzedniej notki… pomocy!)

*gwoli sprawiedliwości, Jacek Dehnel opublikował na łamach Polityki bardzo konkretny tekst o dobrych ludziach i Dominiku z Bieżunia

Komu zależy na zhańbieniu Rudego?

Ach, te nasze polskie wojenki! Wybuchają raz po raz, gdy ktoś próbuje strącić nieco kurzu z zardzewiałych, narodowych pomników. O co chodzi w aferze o Zośkę i Rudego, wie każdy. Nie pisałbym o tym wcale, gdyby nie refleksja, która nasunęła mi się, gdy próbowałem w myślach odpowiedzieć na pewne pytanie.

Żeby zachować obiektywizm, przyznaję, że o dziwo, ale Polacy nieco się już cywilizują. W internetowym gąszczu opinii te, że „lobby pedalskie bije”, były raczej mniejszością. W większości pisano, że to niczego nie zmienia, nadal są bohaterami- tylko PO CO o tym mówić?

Wówczas odpisałem, że z szacunku do tych osób, które przez wieki żyły w strachu i kłamstwie, które nie mogły być wolne. Z szacunku do gejów, lesbijek, bi- i transseksualistów, którzy od wieków tworzyli naszą historię, naszą kulturę i sztukę- ale z racji swojej inności albo zostali zapomniani, albo przekłamano ich życiorysy (co za tym idzie ich prawdziwe ja, prawdziwe emocje, uczucia, marzenia i plany). Jeśli ktoś nie do końca rozumie, o co mi chodzi, to przypominam, że orientacja nie na darmo nazywa się PSYCHOseksualna. Nieszczery wiersz miłosny do kobiety nie jest tym, czym byłby prawdziwy wiersz miłosny do mężczyzny. Wracając do meritum. Niektórych zapomniano, innych wypaczono, albo wręcz ojczyzna okazała się być dla nich wyrodną matką. Tych, którzy pozostawili po sobie zbyt dosłowne świadectwo inności, wspomina się niechętnie. Jeśli wierzyć filmowi Agnieszki Holland, siostra Rimbauda prosiła Verlaine’a, by nie publikował „nieprzyzwoitych” wierszy byłego kochanka. W Polsce, w której homoseksualizm nie był kryminalizowany, nigdy nie doszło może wprost do tak wymownego „podziękowania”, jakiego doczekał się od rodaków w Wielkiej Brytanii Alan Turing za służbę ojczyźnie. Nie zmienia to faktu, że od wieków udawano, że nas nie ma. Gdybym urodził się kilkadziesiąt lub kilkaset lat temu, marzyłbym o dniu, który kiedyś nadejdzie, i w którym wszyscy będziemy równi i wolni. I może dlatego warto strącić ten kurz z narodowego pomnika Zośki i Rudego. Może oni też o tym marzyli? Mniej więcej tak wtedy napisałem, ale nie jest to jeszcze dokładnie to, o czym ma być ta notka.

Temat na pewien czas zniknął, ale jak to zawsze w Internecie, któregoś dnia mignęła mi kolejna dyskusja na wiadomy temat.

I znowu ludzie nie ziali nienawiścią, ale pytali po co. Pewna kobieta (i to jest wreszcie prawdziwy powód napisania tej notki) pytała bardzo emocjonalnie, że skoro to nic nie zmienia, to po co to rozgrzebywać? KOMU ZALEŻY na tym, żeby wyciągać TAKIE RZECZY? Myślę, że zastosowała pewien skrót myślowy od: jakiej czarnej sile zależy na upodleniu naszych polskich bohaterów, obrońców naszej ojczyzny, kto chce przemocą zamienić sacrum w profanum, kto chce pohańbić Zośkę i Rudego, insynuując im jakieś analne uciechy?! I na tak postawione pytanie przez usta przechodzi mi tylko cicha, zgrzytająca od sarkazmu odpowiedź: homolobby i Żydzi. Jeśli już musimy oddychać oparami absurdu, to pełną piersią!

Tego samego dnia przeczytałem wiadomość o tym, że właśnie zamordowano w Rosji mężczyznę. Orientacja ofiary: homoseksualna. Przyczyna mordu: jego orientacja GODZIŁA W PATRIOTYZM oprawcy. O ironio.

akcja pod arsenałem

Chociaż odpowiedzi na histeryczne „dlaczego, dlaczego oni to robią Zośce?!” nie spłodziłem tamtego dnia, wniosek miałem już gotowy.

Dzisiaj, zanim siadłem do pisania, zobaczyłem kontynuację tematu rosyjskiego morderstwa. Tym razem na stronie anglojęzycznej, a wiec rozszerzonej o „pikantne” szczegóły, które niechętnie przechodzą naszym dziennikarzom przez klawiaturę, jeśli tylko pokazują okrucieństwo tak zwanej drugiej strony. Rosyjski gej nie tylko został zamordowany. Wcześniej gwałcili go butelkami po piwie. Moja czara goryczy, która przelewa się średnio kilka razy w tygodniu, przelała się w momencie przeczytania o tych butelkach, wyłączyłem okno przeglądarki z poczuciem dziwnej pustki i postanowiłem odpowiedzieć wreszcie na pytanie, dlaczego oni hańbią Rudego i komu na tym zależy.

Komu na tym zależy? Komu zależy na prawdzie? Nie, nie Żydom i nie Masonom, i nie potężnemu Homolobby, którego nikt jeszcze nigdy na oczy nie widział, ale i tak istnieje, jak Szatan i Panbuk. Zgaduję, że na zhańbieniu mitu o Zośce i Rudym zależy tym ludziom, którzy nie chcą zostać zgwałceni i zamordowani, ponieważ ich orientacja seksualna stoi w sprzeczności z patriotyzmem, przynależnością narodową, czyjąś miłością do ojczyzny. Dobrze zgadłem? Mnie w każdym razie między innymi dlatego zależy.

Wpisując w Google „Zośka i Rudy” znajdziemy podpowiedzi:

ZOŚKA I RUDY GEJAMI

ZOŚKA I RUDY HOMOSEKSUALIŚCI

ZOŚKA I RUDY PEDAŁY

ZOŚKA I RUDY TO PEDAŁY???

 

Pisze się dziś o nich, że dla bohaterów orientacja seksualna nie ma znaczenia- bo są bohaterami. NIE. JA, PEDAŁ, NIE CHCĘ ŻEBY ORIENTACJA SEKSUALNA NIE MIAŁA ZNACZENIA. NIE ZGADZAM SIĘ NA TO. BO ONA NIE MA ZNACZENIA TYLKO WTEDY, GDY JEST HOMOSEKSUALNA. HETEROSEKSUALNA MA ZNACZENIE. PISZE SIĘ NIERAZ, ŻE GEJ POBIŁ, GEJ ZAMORDOWAŁ, GEJ ZGWAŁCIŁ. NIKT NIE PISZE, ŻE GEJ WYNALAZŁ, GEJ WYGRAŁ, GEJ URATOWAŁ KOMUŚ ŻYCIE. NIE ZGADZAM SIĘ NA ZEPCHNIĘCIE [domniemanej- i co z tego?] ORIENTACJI ZOŚKI I RUDEGO DO LAMUSA. NIE TYM RAZEM. Tu nie chodzi nawet o nich. Tu chodzi o samą możliwość, ewentualność. I o to, że ona nie powinna nikogo szokować czy wzbudzać kontrowersji. Czy jest to książka o młodym mężczyźnie, który zaryzykował wszystko, by uratować kochanka? Czy raczej o prawdziwej przyjaźni bez podtekstu? Nie wiem. Pewnie nigdy się nie dowiemy. Ale chciałbym, żeby nie było ludzi, którzy będą utrudniać dociekanie do prawdy i którzy udają, że istnieje tylko jedna opcja. Opcji jest wiele. Powiem więcej- gdyby mi ktoś dał ten osławiony fragment „Kamieni na szaniec” i gdybym nie wiedział, że to nasze narodowe ‚Kamienie na szaniec”- to zinterpretowałbym to jednoznacznie. Zresztą… podobne historie miały naprawdę miejsce i nie pozostawiały już żadnego pytajnika- wcale nie tak dawno umarł Żyd, którego przed wywózką do obozu zagłady uratował jego kochanek- niemiecki żołnierz. Niestety, nazwisko tego mężczyzny zginęło mi wraz z jego zdjęciem w otchłani Internetu, czego nie mogę do tej pory odżałować. Bez źródła takie informacje wciąż brzmią mało wiarygodnie, bo w końcu tu jest Polska- i tu wszyscy zawsze byli, są i będą hetero, nieprawdaż?

Mam czasem wrażenie, że przez wieki historii Europy ukryto dużą jej część- i nam, współczesnym LGBT, pozostała jedynie możliwość żałosnego wyrywania nędznych ochłapów NASZEJ zapomnianej historii spod ciężaru setek lat kłamstw i milczenia.

‚Wziął moją rękę w swoją dłoń i trzymał mocno. Mówił: „Tadeusz, ach Tadeusz, gdybyś wiedział…”. Skarżył się na ból i mówił: „Tadeusz, jak rozkosznie, jak przyjemnie…”.  (…) Jęczał z bólu, jednocześnie mówiąc, jak jest szczęśliwy i jak jest rozkosznie. Na chwilę zasnął. Koło 12 Janek obudził się, zawołał mnie, kazał usiąść obok siebie i uścisnąć serdecznie. Te chwile wynagradzały nam wszystko. Potem opowiadaliśmy sobie nawzajem jeden przez drugiego, a bliskość nasza była dla nas prawdziwą rozkoszą. Wreszcie kazał mi się położyć obok siebie, objął mocno głowę i zasnął (…). Mówił, że już będziemy szczęśliwi, że będziemy wreszcie mieszkać razem, że pojedziemy na wieś, gdzie w lecie spędzaliśmy dwa niezapomniane, szczęśliwe dni. (…) Gdy byliśmy razem przyjemność mu sprawiało, gdy trzymałem go za ręce lub gładziłem ręką po głowie. Rozmowa była wtedy otwarta, szczera i żaden z nas nie krył wtedy swojej niewysłowionej radości i przyjaźni.’

Smutny ten nasz kraj. Jeszcze w nim nie mordują, ale „na Wschodzie bez zmian” i jakoś tak straszno i dziwnie blisko do Rosji…