Archiwa tagu: homofobia

Chwała i niechwała, czyli krzyżowanie cioty

Jestem z Piotrem 12 lat, od 10 mieszkamy razem, nie wiem, jak musiałbym zachachmęcić, żeby nie było go w moim dzienniku. To by wymagało wygumkowania sporej części życia. Nie widzę takiej potrzeby, nie żyjemy w Rosji. Zresztą jestem ujawniony od lat, nigdy nie robiłem z tego tajemnicy – poza może samym początkiem, kiedy zależało mi, żeby po debiutanckim tomie krytycy nie zaszufladkowali mnie jako poety gejowskiego, którym nie jestem. Opuściłem tylko bardzo osobiste sprawy, bo takie rzeczy publikuje się 50 lat po śmierci.

- mówi Newsweekowi pan Dehnel. Z oczywistych względów nie mógł odpowiedzieć, że po prostu nie ukrywa się osoby, którą się kocha i która jest wielką częścią twojego życia. Z oczywistych, bo przecież prosta odpowiedź nie dałaby mu okazji do kolejnej autopromocji.

Kiedy poprzednim razem czytałem publikowany przez „Replikę” wywiad z Jackiem Dehnelem, wyraził on przekonanie, że Warszawa jest obyczajowo tak odległa od reszty Polski, że wraz z partnerem nie doświadczają typowo polskiej homofobii, w przeciwieństwie do – tutaj będę nieco zgryźliwy- biednych gejów z Polski B, która jest prawdopodobnie wszędzie tam, gdzie nie ma Warszawy. I tutaj dwie rzeczy – po pierwsze pan Dehnel żyje w mydlanej bańce własnego sukcesu i nie widzi, że jego status ekonomiczno-społeczny gra większą rolę od miejsca zamieszkania. Po drugie, nawet na swojej uprzywilejowanej pozycji, pan Dehnel nie stara się przekroczyć „normy”, którą gejowi wyznaczyło homofobiczne społeczeństwo, bo pozwala sobie co najwyżej na bezpieczną „ekstrawagancję” pokazania się ze swoim partnerem publicznie lub napisania o nim w swoim Dzienniku, co dodatkowo tłumaczy tak, jakby głównym powodem ujawnienia się była trudność z wygumkowaniem sporej części życia. W tej samej Warszawie, która w jego mniemaniu jest europejską stolicą, idący za rękę mężczyźni słyszeli wyzwiska i zostali opluci – z pewnością przez człowieka, który nie skojarzyłby go ani z twarzy, ani z nazwiska. Mydlana bańka by pękła.

Ta notka nie ma być jednak ani próbą polemiki, ani jakąś zaplanowaną krytyką pisarza, o ataku nie wspominając. Jak każda wyoutowana osoba publiczna, która nie stroni od rozmów na temat swojego życia, pan Dehnel dokłada, prawdopodobnie całkiem sporą, cegiełkę do burzenia muru lęku, nienawiści i tabu. I chwała mu za to.

Albo chwała i niechwała równocześnie.

Naszła mnie trochę smutna refleksja. Do niedawna internet przelewał się kiepskimi memami, które dzieliły świat gejów na cioty z parad i na panów w garniturach, którzy dzięki wielu czynnikom zapracowali sobie na szacunek i nobilitację z pedała na homoseksualistę. Przekonanie to, wyjątkowo groźne, bo po pierwsze segregujące ludzi na lepszych i gorszych, a po drugie potwierdzające, że gej, w przeciwieństwie do heteryka, musi sobie zapracować na szacunek, jest oczywiście głęboko zakorzenione w mentalności samych gejów. Obecnie to oni podłapali taki trend i podejrzewam, że głównie dzięki samym zainteresowanym nie stracił on jeszcze racji bytu. Gimnazjalistom przecież już się znudził. Gdyby dzielić tak gejów ze światka showbiznesu, panowie tacy jak Jacek Dehnel lub Tomasz Raczek znaleźliby się u samej góry w kolumnie „homoseksualistów z klasą”. Dziwnym trafem, obaj ci panowie zawsze mnie lekko irytują i nic nie potrafię na to poradzić.

Ostatnio często łapię się na zniecierpliwieniu, gdy czytam wypowiedzi homoseksualnych znanych i szanowanych. Można abstrahować w tym momencie od Polski. To raczej uniwersalny mechanizm: panowie z rodzin inteligenckich, z tradycjami i stabilną, jeśli nie wyjątkowo dobrą sytuacją materialną, którzy mieli zapewniony stosunkowo łatwy start w życie, wychodzą z szafy w starannie zaplanowanym przez siebie momencie – gdy pewni są, że taki coming out już im nie zaszkodzi w karierze. Co irytuje mnie w tym powtarzającym się procederze to fakt, że panowie ci są za swój pseudo heroizm nobilitowani i stają na szczycie w „hierarchii” środowiska, które równocześnie bez żenady linczuje tych, którzy nawet fizycznie nie mogli wtopić się w tłum i stawali się ofiarami homofobii zanim jeszcze ukształtowali się w pełni seksualnie. Na ich tle marnie wypadają fałszywi herosi, ale ze względu na swoją – odziedziczoną lub wypracowaną- pozycję, to oni stają się decydującym i często jedynym słyszalnym głosem na linii LGBT a społeczeństwo.

Swoimi coming outami kruszą powoli pomnik stereotypu geja- przegiętej cioty z parad, ale w jego miejsce budują drugi, monumentalny i w moim przekonaniu dużo bardziej toksyczny, bo z pozoru pozytywny – geja, mężczyzny sukcesu, bogatego i przystojnego prawnika, pisarza, dyrektora teatru, ewentualnie biznesmena lub polityka. Takiego, który zawsze będzie bogaty i nigdy się nie zestarzeje, a życie spędzi u boku drugiego przystojnego, osiągającego sukcesy, również zapakowanego w garnitur od Dolce&Gabbana.

Cytuje się więc entuzjastycznie medialne wypowiedzi panów, którzy poza autopromocją nie oferują środowisku niczego konkretnego. Równocześnie, są oni być może jedyną grupą, którą na efektowny aktywizm byłoby stać – i to również w sensie dosłownym. Zwykle są jednak niezdolni do spojrzenia z szerszej perspektywy na to, jak wygląda życie poniżej konkretnej ilości zer na koncie bankowym i bez nazwiska, które miałoby w jakichkolwiek kręgach jakiekolwiek znaczenie. Trochę to smutne.

Środowisko obraża się na przegięte cioty, czyniąc z geja w różowych legginsach kozła ofiarnego, którego należy jak najszybciej ukrzyżować dla dobra „wspólnej sprawy” i odzyskać swoją zszarganą męskość. Tymczasem ja coraz bardziej męczę się stereotypem z przeciwnego bieguna. Nie interesuje mnie już co do powiedzenia o całym środowisku mniejszości seksualnych ma obiecujący młody pisarz, szanowany krytyk filmowy, aktor, reżyser, znany prawnik. Oczywiście, że oni powinni się w tych tematach wypowiadać i ich głosy są szalenie ważne. Ale właśnie dlatego powinni zachować pokorę i zdać sobie sprawę, że są samym czubkiem tej góry lodowej, której 90% nie może się nawet wynurzyć nad powierzchnię homofobicznego ścieku.

Gdzie są dumni i szanowani homoseksualiści, kiedy dzieci oskarżane o bycie pedałami i przegiętymi ciotami wieszają się na sznurówkach? Prawdopodobnie dalej odbywają swoje wojaże po świecie, bezpieczni w swojej mydlanej bańce, bo zejście na ziemię im się zwyczajnie nie opłaca*.

 

(nie wiem kiedy napiszę obiecaną kontynuację poprzedniej notki… pomocy!)

*gwoli sprawiedliwości, Jacek Dehnel opublikował na łamach Polityki bardzo konkretny tekst o dobrych ludziach i Dominiku z Bieżunia

Kilka słów o rasizmie i „nieumyślnym” apartheidzie w przestrzeni internetowej

Moja notka nie ma nic wspólnego z niedawną śmiercią Nelsona Mandeli. Dojrzewała w mojej głowie od dawna, ale wstrzymywałem się z nią, by nie „przedobrzyć”. W końcu dojrzała odpowiednio (no dobrze, być może częściowo pod wpływem Mandeli) – i oto jest. Przybyła w swojej finalnej formie nieoczekiwanie. Nawet dla mnie. Dorastałem na tekstach o asfaltach i polu bawełny, na wierszyku o murzynku Bambo, co w Afryce mieszkał i się nie mył, bo bał się wybielić. Może dlatego rasizm mierzi mnie i brzydzi nawet silniej od homofobii. Kiedyś myślałem, że rasizm nie funkcjonuje już w państwach bardziej ucywilizowanych od Polski. Potem zacząłem utrzymywać internetowe znajomości „around the world”. Rasizm wciąż żyje i jest głęboko zakorzeniony w społeczeństwach zachodnich. Nawet tam, gdzie naprawdę nie powinno go już być.interracial
Rasizm w społeczności gejowskiej jest wciąż popularny. W skrócie oznacza to tyle, że spora część białych gejów dla zasady nie umawia się z czarnymi. Często taką informację można spotkać już w ich opisie profilu na portalu randkowym. Istnieją też setki blogów internetowych, które umieszczają zdjęcia wyłącznie białych mężczyzn. Tłumaczą to zawsze tak samo: preferencjami i gustem. Niestety, ale pod tą jakże niewinną wymówką kryje się poważniejszy problem. Coś musi być bardzo nie w porządku, skoro któregoś dnia dostałem wiadomość prywatną – nastoletni chłopak (USA) pytał, czy zdarza mi się publikować zdjęcia czarnych gejów, bo przez takie „czyste rasowo” blogi jak mój, jest mu jeszcze trudniej znaleźć chłopaka. Napisał, że i tak nikt nie chce się umawiać z czarnym chłopakiem. Odpisałem mu, trochę zaskoczony, że nawet nie zdawałem sobie sprawy z prowadzenia „białego” bloga. Pewnie dlatego, że jestem biały i mieszkam w białym społeczeństwie. Od tamtej pory zacząłem przywiązywać wagę do tego, co robię. Przede wszystkim zadałem sobie pytanie: dlaczego tak właściwie nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby zainteresować się zdjęciem ciemnoskórego mężczyzny? Tak, sam tłumaczyłem to sobie „preferencjami”. Ale potem zagłębiłem się w temat i oswoiłem z widokiem skóry innej niż moja własna. Czarnoskórzy mężczyźni zaczęli mi się podobać, nawet jeśli dalej mieszkam w jednokolorowym społeczeństwie (na razie…).  Myślałem też długo o kwestiach „preferencji”. Zauważyłem jedno: nikt nigdy nie pisze, że z zasady nie umawia się z Azjatami. Te tak zwane „białe” blogi często nie są wcale „białe”, bo publikują także zdjęcia Azjatów. Są białe w tym sensie, że po prostu nie ma na nich mężczyzn o afrykańskich korzeniach. Jak to właściwie jest więc z „preferencjami” i Azjatami? Nawet jeśli akurat tak się złożyło, że chłopcy z tamtych regionów świata fizycznie się komuś nie podobają, nikt nie pisze o tym w sposób tak radykalny. Jakoś więc tak się ciągle dziwnie składa, że „preferencje i gust” wykluczają z gry tylko czarnoskórych mężczyzn. Taki internetowy apartheid.

Jest taka zasada, że jeśli chce się kogoś zrozumieć, trzeba spróbować postawić się na jego miejscu. Z tym nigdy nie miałem kłopotów, ba, zwykle nie musiałem tego robić, bo to ja byłem w dyskryminowanej grupie. Jestem w tylu mniejszościach naraz, że czasem dziwię się, że nie „pokarało” mnie do tego jeszcze kilka tonów ciemniejszą karnacją. Tak, bycie białym daje mi przepustkę do chyba jedynej większości, w jakiej się znajduję. A właściwie, to przepustkę do rządzącej mniejszości, jeśli musimy mocno trzymać się faktów – bo rasa biała wcale nie przeważa w populacji światowej. Pod tym względem naprawdę mamy dyktaturę mniejszości (ucieszyłoby to może pewnego pana z pewnego radia?). Ale do rzeczy. Jestem biały, lubię kolor mojej skóry – ale po primo, nie jestem z niej dumny, bo to żadne osiągnięcie. Secundo, największa głupota jaką można usłyszeć z ust białego człowieka to tekst, że przeciwstawianie się rasizmowi to działanie przeciwko białej rasie. Tertio, czarnoskórzy mężczyźni są piękni. Rozumiem, że można nie przepadać za pewnymi konkretnymi cechami czyjegoś wyglądu, w tym za cechami typowymi dla konkretnej rasy. To tak jak można nie lubić brunetów, bo preferuje się blondynów. Jednak nie ma większej głupoty, niż ortodoksyjne wyznawanie żelaznej zasady „jeśli jesteś brunetem, nawet do mnie nie pisz”. Skoro się mieszka w wielokulturowym, różnokolorowym społeczeństwie, głupotą jest nie korzystać z różnorodności, którą się ma przed sobą na wyciągnięcie ręki. Głupotą jest też przekreślanie całej grupy, bo coś tam [wstaw dowolny powód]. Kontynuując analogię z brunetami – co, jeśli facet, z którym twoje życie wyglądałoby lepiej, niż z jakimkolwiek blondynem, jest akurat brunetem, więc odesłałeś go z kwitkiem, zanim się w ogóle poznaliście?

Czego nauczyły mnie internety w kontekście rasizmu wśród gejów? Kilku rzeczy. Przede wszystkim, czarnoskórym gejom jest ciężej. Ich środowisko przesiąknięte jest homofobią bardziej niż liberalniejsze środowisko białych. Ciężej też znaleźć im partnera – obojętne czy szukają wśród „swoich”, czy wśród białych. Czarnych gejów w zachodnich społeczeństwach jest po prostu mało, a co do białych…. Przez przemysł porno biali fetyszyzują czarnych mężczyzn, oczekując od nich dominacji, wielkiego przyrodzenia, mocno umięśnionego ciała i eskalacji brutalnej męskości. Indywidualne potrzeby jednostki często zanikają, przykryte pornograficznym (i mocno egoistycznym) wyobrażeniem, które przeciętny biały gej wyrobił sobie o czarnych mężczyznach w długie samotne wieczory. Dlatego czarnoskórzy często stają się środkiem do zaspokojenia fantazji erotycznej – i właściwie niczym więcej. Z powodu homofobii głęboko zakorzenionej w czarnych społecznościach – i z powodu „wymagań”, jakie stawia przed nimi pornografia – czarnoskórym gejom ciężej zaakceptować swoją orientację. I jeszcze ciężej być im „niemęskimi”.

Któregoś dnia zrozumiałem te mechanizmy – a ponieważ już dawno wyrosłem z upokarzających bajek o murzynkach Bambo etc.- zazgrzytałem zębami.

 

PS. Jesli już siedzimy w temacie rasizmu. Link dla zainteresowanych: Zanele Muholi. Lesbijka, fotografka z RPA. Opowiada nie tylko o ciężkim losie afrykańskich lesbijek, ale w swojej twórczości porusza także tematykę lesbijskich związków mieszanych, w których czarnoskóra kobieta często czuje się gorsza od swojej białej partnerki…

Dlaczego nikt nie organizuje heteroseksualnych parad miłości?

Na własne życzenie włączyłem dzisiaj komputer, na własne życzenie przejrzałem kilka stron relacjonujących marsz, na własne życzenie przeczytałem kilkanaście komentarzy ludzi, których komentarzy wolałbym nie czytać. Wszystko to stało się na moje własne życzenie, więc nie mam na kogo zrzucić winy za mój pieski nastrój.

Ponieważ obiecałem sobie, że ten blog nie będzie polityczną breją, nie rozpiszę się o nacjonalizmie, który rośnie w siłę nie tylko w Polsce, ale i w wielu europejskich krajach. Dzieje się źle i nie wiem, czy można upatrywać w tym winy kryzysu, czy mamy do czynienia po prostu z przerażającą prawdą, że historia lubi się powtarzać. Już dawno przestali mnie śmieszyć -a właściwie nigdy mnie nie śmieszyli- łysi chłopcy ze swoim zakompleksionym liderem, który ubabrany tym paskudnym wąsikiem, wygląda jak młodszy brat Hitlera, niestety z bruzdą dotykową – na umyśle.

Chcę napisać o czymś innym. Wśród morza komentarzy, zarówno tych z prawa, jak i z lewa i z brunatnego szamba, pojawiają się nagle ci ludzie – zwykle młodzi i zwykle płci żeńskiej- którzy odnaleźli właśnie życiową misję bycia mediatorem w sporze, który nie tylko nie jest do rozwiązania, ale w zdrowym państwie w ogóle nie powinien był mieć miejsca. Dowiadujemy się od nich, że skrajni lewicowcy są równie źli, co skrajni prawicowcy, antyfaszyści są równie koszmarni, co faszyści, że nigdy się ze sobą nie dogadają, że nie można skrajnym zachowaniem zwalczać zła, nawet jeśli jest brunatne. Idąc tą logiką, antyterroryści są równie źli co terroryści, bo zamiast odpowiadać przemocą na przemoc, powinni zaproponować terrorystom pokojowe rozwiązanie sporu. Najlepiej w kawiarni i to przy herbatce. Krew mnie zalewa, gdy o tej naszej polskiej mizernej, opieszałej i spolegliwej lewicy pisze się, że jest skrajna, terrorystyczna i zła. Równie zła, co narodowcy hajlujący w pełnym świetle przy aprobacie władz.

Cokolwiek mają do powiedzenia domorośli mediatorzy, po rozwinięciu ich słów z kilogramów bawełny, brzmi to mniej więcej tak:

Tak, tak, my wiemy, że to wandale i naziole marzący o władowaniu ci kulki w łeb, ale jak ty śmiesz być zdenerwowany! Tak, tak, wiemy, że oni onanizują się do obozów zagłady, w których chętnie by cię zamknęli, ale jak śmiałeś napisać „wypad z mojego kraju, bandyci”? Bądźże grzeczny, kulturalny, do rany przyłóż, udowodnij, jaki cywilizowany jesteś! Kiedy naplują ci w gębę, udawaj, że to deszcz pada! Życzą ci śmierci? Rozwiąż konflikt promiennym uśmiechem. Jeśli cię pobiją, udawaj, że nic wielkiego się nie stało. Co jeśli zabiją? No trudno. Ważne, że byłeś grzeczny i pełen miłości bliźniego.

To zjawisko objawia się zresztą nie tylko w Polsce, nie tylko dziś, nie tylko odnośnie poglądów politycznych.

Zacznijmy od mizoginii. Dzień w dzień tysiące mężczyzn dopuszcza się gwałtów, tysiące morduje kobiety, miliony je molestuje – podczas gdy kolejne miliony opowiada „niewinne” żarciki o tym, dlaczego kobieta ma jeden zwój mózgu więcej od konia i dlaczego baba powinna siedzieć w kuchni. Jednak to feministki są skrajne, nienormalne, wściekłe na mężczyzn nie wiadomo o co. Bardzo ciężko pojąć, że doprowadzone na skraj wytrzymałości nie muszą wcale być miłe, nie muszą być uprzejme, nie muszą się łasić do wszystkich tych wspaniałych mężczyzn i nie muszą udawać rozbawienia kolejnym prześmiesznym żartem o Stasiu gwałcącym Zosię.

O prawa i szacunek się nie prosi, praw i szacunku się żąda.

Teraz homofobia i transfobia.

Czemu te pedały tak się obnoszą? Ja to się z niczym nie obnoszę! Czego oni jeszcze chcą, przecież mogą oddychać! Dlaczego oni nas nie lubią, czemu nam nie ufają – czyżby sami zamykali się w gettach i udowadniali, że są chorzy? Dlaczego transseksualiści ciągle jęczą, że nie lubią cisseksualnych? Jak śmią się od nich odcinać i generalizować? Jak pedały śmią mówić, że nie lubią nas, wspaniałych hetero – czyżby to była heterofobia? HA! Powinniśmy zaraz zorganizować paradę dla hetero… Właśnie! Dlaczego oni mogą mieć parady i lokale tylko dla siebie, a my nie możemy wywiesić plakietki „zakaz pedałowania”? Albo dlaczego oni mogli zrobić gejowską olimpiadę, a my, wielcy heterycy, nie możemy ich wyprosić ze swojej, biorąc wzór ze wspaniałej Rosji? Dlaczego oni mówią na siebie „pedały”, a my musimy politycznie poprawnie, że geje? No dlaczego panują takie podwójne standardy?

To samo z rasizmem.

Dlaczego te czarnuchy mogą na siebie mówić „czarnuch”, a my nie możemy? Dlaczego jak on mnie pobije to nie będzie rasizm? Dlaczego on może o mnie powiedzieć „białas”? Ha? Ha?!

Dzisiaj jestem w złym nastroju.

Jeśli ktoś nie rozumie konsekwencji, jakie niesie ze sobą długa i ponura ludzka historia, jest idiotą. Próba wymazania z ludzkiej świadomości kolonii, niewolnictwa, apartheidu i Ku Klux Klanu to jak zawracanie rzeki kijem. Jeśli nie dostrzegasz, jakie konsekwencje niesie ze sobą bycie od wieków w prześladowanej mniejszości, a jakie bycie w uprzywilejowanej większości, jesteś idiotą i niestety na twój idiotyzm nie wynaleziono jeszcze lekarstwa. Jeśli ktoś nie rozumie dlaczego gej/ lesbijka/transseksualista może się bać wielkiego, wspaniałego przedstawiciela większości, która od wieków pała nienawiścią i agresją w stosunku do gejów, lesbijek i transseksualistów, jest krótkowidzem. Oraz, tradycyjnie, idiotą. Zwłaszcza, że lęk do tej pory nie jest bezpodstawny. Usłyszałem kiedyś od ładnego i niestety głupiego chłopca, że homofobia, rasizm i antysemityzm nie istnieją. Nie znam osobiście żadnego czarnoskórego, ale kilkanaście autentycznych, współczesnych przykładów rasizmu mógłbym wymienić. Co do homofobii, mógłbym wymieniać i wymieniać do jutra albo i dłużej. Obawiam się, że próżny byłby mój trud, a odpowiedź mógłbym uzyskać np. taką:

Co? Geje mordowani, gwałceni, zamykani do więzień, dzieci i nastolatkowie zadręczani na śmierć? No dobrze, ale dlaczego w dalszym ciągu nie ma tych parad dla heteroseksualistów? Gdzie się podziała sprawiedliwość?!

Jeśli nie widzi się różnicy pomiędzy „nienawidzę tej grupy społecznej i dlatego będę ich gnębił, bił, mordował, zamykał do więzień i odbierał prawa”, a „nienawidzę [w domyśle- boję się] tej grupy społecznej, ponieważ mnie gnębi, bije, morduje, zamyka do więzień i odbiera prawa”, jest się głupcem. I tyle.

Owszem, nienawiść nie jest dobra. Generalizowanie nie jest dobre. Zamykanie się w getcie nie jest dobre. Ale jeśli przeciętny gej spotykając heteroseksualnego faceta czuje niepokój, niepewność albo nawet strach, to coś jest nie w porządku. Jeśli przeciętny gej słysząc, że ten facet nie ma nic przeciwko gejom i ich wspiera, podświadomie przestaje wierzyć, że jego rozmówca jest hetero – to raczej na pewno coś jest z naszym społeczeństwem nie w porządku. Przez lata całe pokolenia pracują na to, by zastraszyć i zgnębić mniejszości. Kiedy przychodzi wielkie „oswobodzenie”, nagle potomkowie gnębicieli, albo i sami gnębiciele, zaczynają mieć pretensje do mniejszości, że śmie być nieufna, że śmie zamykać się w swoim gronie i tworzyć miejsca, w których może poczuć się bezpiecznie, bez ciągłego stresu, że nagle przytoczy się tam typek jeden z drugim i powie „zasługujecie na kulkę w łeb, zboczeńcy”.

W starciach z internetowymi idiotami nie warto się wściekać, wyłazić ze skóry i zniżać do ich poziomu. Ale przestańcie wreszcie oczekiwać ode mnie – czy od kogokolwiek innego – że będę znajdywał w sobie niewyczerpane pokłady kultury, miłości i chęci pojednania. Nie będę. Nie mogę zapomnieć -i nie mam zamiaru nigdy o tym zapominać- że największym marzeniem tych wypranych z mózgu indywiduów jest wysłanie mnie oraz ludzi, na których mi zależy, wprost do piachu.

Teraz żądają tolerancji dla swojej nietolerancji. Prześladują i dręczą zasłaniając się bezkresną wolnością słowa i sumienia. Jeśli dziś im ją bez szemrania damy, jutro zażądają, żebyśmy zamknęli się w getcie, odeszli z ich kraju lub od razu ustawili w rzędzie pod murem. Oczywiście żądają tego już teraz, ale póki co, nikt ich jeszcze nie słucha. Niestety, ale przy tak spolegliwej postawie, jakiej się od nas wymaga, jutro możemy już nie mieć wyboru.

Gdybym się czuł wielbłądem albo Napoleonem…

Dzisiaj na Onecie pojawiła się informacja o transseksualnym chłopaku upokorzonym przez krakowską policję. Nie będę się specjalnie rozwodził nad całą tą historią. Chłopak został złapany za jazdę bez biletu, oskarżony o posługiwanie się cudzym dowodem osobistym, i mimo przedstawienia kwitków i dokumentów potwierdzających, że jest w trakcie terapii hormonalnej, musiał przejść przez piekło na komisariacie.

Nie o tym chcę pisać. Sprawa została opisana z zadziwiającą rzetelnością, której zwykle brak w mainstreamowych artykułach, gdy chodzi o transpłciowość, no i dokładnie przedyskutowana na wielu forach.  Sporo stron udostępniło dziś tę informację i o ile oburzeni byli wszyscy, nawet sami komentatorzy Onetu, którzy zwykle z tolerancji nie słyną, nie padło ani razu nowe w polskim słowniku słowo: transfobia. Niestety, ale nawet na portalach poświęconych LGBT większość komentarzy podkreślała najbardziej fakt, że to mogło się przydarzyć każdemu. Ba, niektórzy wręcz wprost zaznaczali, że to nie transseksualizm ofiary jest najważniejszy, a poziom polskiej policji i jej niekompetencja. Z pewnością ta właśnie nienawiść do policji i lęk, że każdego coś podobnego może spotkać, przesłoniły uprzedzenia komentatorów na Onecie. Po części ludzie mają rację – policja w naszym kraju zdecydowanie nie pomaga obywatelom i dopuszcza się wielu nadużyć.

Niestety, ale szum wokół zachowania policji przesłonił istotę problemu. Istotą problemu jest tożsamość płciowa ofiary. Dlatego czuję się w obowiązku wyraźnie to napisać: nie, coś takiego nie mogłoby się przydarzyć każdemu.

Chłopak wylądował na komisariacie z konkretnego powodu – jego dane z dowodu osobistego nie odpowiadały nie tylko wyglądowi, ale przede wszystkim płci, którą sobą reprezentował. Z tego właśnie powodu – z powodu wizerunku nie odpowiadającego danym personalnym- był przesłuchiwany przez ponad dwie godziny, pokazywany kolejnym funkcjonariuszom jak zwierzę w cyrku, z tego też powodu musiał poddać się skandalicznej i zbędnej rewizji osobistej, która miała raz na dobre udowodnić to, co zostało już udowodnione – to, że nie ukradł cudzej tożsamości… i jest kobietą. Bo tego funkcjonariusze policji nie omieszkali kilkakrotnie wyraźnie podkreślić, wbrew wyraźnym prośbom zatrzymanego, by tak go nie tytułować. Niekompetencja nie była głównym powodem takiego potraktowania. Było nim uprzedzenie do ludzi, których wygląd zewnętrzny kłóci się ze stereotypami płci, czyli po prostu transfobia. Po pierwsze, chłopak miał przy sobie kilka dokumentów potwierdzających prawdziwość jego słów, po drugie obdzwoniono – jak opowiada- lekarzy, rodzinę i znajomych. Po trzecie – to już dodaję od siebie- nawet końska dawka hormonów przyjmowana ledwo przez pół roku nie jest w stanie zmienić rysów twarzy tak bardzo, by przy odrobinie dobrej woli nie doszukać się w człowieku podobieństwa do zdjęcia z dowodu osobistego.

No i teraz pytanie: jak wielu ludzi może postawić się w podobnej sytuacji? Nie, nie wszyscy. Nawet nie większość. Tylko osoby silnie wypadające poza ramy stereotypów płciowych są narażone na podobne nadużycia, a nadużycia te są powodowane transfobią – obojętne, czy ofiara jest, czy też nie jest transseksualna. Kłamstwem więc i próbą zbycia problemu jest powtarzanie, że coś takiego mogło się przydarzyć każdemu obywatelowi. Działa tu, niestety, ten sam mechanizm, który sprawia, że tłumaczy się skatowanie geja pod gejowskim klubem beztroskim hasełkiem: No i o co taki szum? Przecież każdy bez względu na orientację może dostać po ryju!

transgender

Transfobia to termin nieznany nie tylko wśród ogółu społeczeństwa, ale mocno lekceważony przez członków homo- i biseksualnej społeczności. Niezrozumienie dla osób spod parasola transgender jest ogromne, tak jak i ogromne są niechęć, nieufność, a czasem i nienawiść względem nich. Transfobia zabija rocznie dziesiątki transseksualnych kobiet- ich mordercami mogą stać się nieznani napastnicy, ale najczęściej są nimi partnerzy seksualni, narzeczeni, mężowie – którzy dowiedzieli się prawdy. Z całego świata dochodzą informacje o nadużyciach, których dopuszcza się policja na osobach transseksualnych. Nie są to niestety wyłącznie kraje zacofane i nietolerancyjne. I chociaż największa nienawiść skupia się nad głowami transseksualnych kobiet, nie można mówić, że problem dotyczy tylko nich. Mimo że transseksualni mężczyźni stosunkowo rzadko są zauważani – i dzięki temu stosunkowo rzadko padają ofiarami ataków transfobicznych- jak widać, i takie sytuacje się zdarzają.

Przy okazji poruszającego projektu – serii zdjęć ofiar, które cytowały swoich gwałcicieli – w odsłonie męskiej pojawiły się aż dwie fotografie transseksualnych mężczyzn. Jeden z nich został zgwałcony przez własną dziewczynę, która żyła z nim w lesbijskim związku, a gdy przyznał jej się do transseksualizmu, postanowiła „udowodnić mu”, że jest piękny jako kobieta, i takim ma pozostać.

transgender kills

[Reported cases of murdered trans people between January 2008 and Deceember 2011 - link do mapy w pełnych rozmiarach]

Gwoli krótkiego podsumowania, gdybym miał opisywać czym tak właściwie jest transfobia, powiedziałbym, że jest córką mizoginii i homofobii, a wnuczką patriarchatu. Jest nienawiścią do nowego i niezrozumiałego, pogardą dla mężczyzn, którzy są „jak kobiety”, niechęcią do [biologicznych] kobiet, które sięgają po męskie przywileje. I co najważniejsze, panicznym strachem przed tym, że któregoś dnia ty, wielki potężny samiec alfa, będziesz flirtował w barze z kobietą, która piersi i ładne rysy zawdzięcza tabletkom z estrogenu. Zatroskani o swoją cześć i godność heteroseksualni mężczyźni z lubością oddają się trywializacji transseksualizmu, trywializacji potrzeb transseksualistów i trywializacji ich istnienia. Sprowadzają wszystko do anegdot o ładnej babce, którą chce się puknąć, póki nie okaże się, że oddaje mocz na stojąco. Pomijam już nieśmiertelny wierszyk o tym, że gdybym ja się czuł wielbłądem albo Napoleonem, to bym poszedł do wariatkowa.

Żarty przestają być szybko żartami, a niejeden „kochający” mąż zabiłby żonę, która ukrywała przed nim taki sekret.

„Słyszałem, że kobiety rządziły raz w Azji, ale to coś nowego, żeby rządził eunuch”

Znalazłem dziś na FB artykuł, który stara się wyjaśniać problem homofobii i wspomina, że wykluczając często silne i zdrowe osobniki, jest ona niezgodna z ewolucją bardziej niż sam homoseksualizm. Co do homoseksualizmu, to jest chyba ze wszystkim zgodny, skoro przez tysiąclecia nie został wyeliminowany jako „wadliwy”. Ciężko zrzucać winę na ludzką psychikę i widzimisię, bo przecież nasi najbliżsi krewni, szympansy Bonobo, których DNA w 98% pokrywa się z naszym, cudzołożą między sobą w każdej wolnej chwili nie patrząc na wiek i płeć partnerów. Widocznie do czegoś jest nam to potrzebne. Może dla zdrowotności, żeby nie zachorować na raka prostaty. Autor lub autorzy doszli z trudem do wniosku, że homofobia jest problemem kulturowym, nie biologicznym, ale nie wymienili żadnych jej przyczyn. Widać nie wszystko można wyjaśnić mając stricte ścisłe zainteresowania i do czegoś przydają się jednak ci nudni humaniści.

Pierwotnie homofobia wzięła się z mizoginii i patriarchatu. Nawet w starożytnej Grecji seks analny dwóch mężczyzn budził wątpliwości. Preferowane związki dwójki mężczyzn dotyczyły dojrzałego mężczyzny i młodego chłopca, dla którego miał być mentorem i dopiero na drugim miejscu kochankiem. Ostatnio przeczytałem, że pomimo erotycznych relacji, odradzano takim parom penetrację. Dwóch dojrzałych mężczyzn żyjących ze sobą to była już nieco inna bajka, i chociaż nikt nie potępiał, nikt też nie pochwalał. W słynnej „Uczcie” Platona znajdują się wzmianki, które sugerują, że nawet dla Greków temat był nieco kontrowersyjny. Zresztą cała „Uczta” to tak naprawdę dyskusja o miłości męsko-męskiej i żaden polski krytyk literacki piszący w opracowaniu do tekstu, że nie chodziło o to, o co chodziło, mnie nie przekona. W starożytnym Egipcie, powtarzając w skrócie za Wikipedią, nie lubiano tylko pasywów. Przykładów jest więcej i można je mnożyć. Tylko nieliczne kultury były otwarte i przyjazne, i nie były to bynajmniej kultury stworzone przez białego człowieka. Weźmy na przykład Indian – biali przynieśli im śmierć, słowo Boże i homofobię.

Wszystko zaczęło się od tego, że kobieta nie miała żadnych praw, była własnością mężczyzny bez możliwości decydowania o sobie. To też w wielu kulturach „wykluczało” istnienie lesbijek, chociaż np. Platon opisuje i takie kobiety. Tu właśnie jest pies pogrzebany: nawet Biblia w słynnym kawałku mówi, że mężczyzna nie może leżeć z innym mężczyzną tak „jak z kobietą”. Te słowa są kluczem do całego problemu. Oddając się mężczyźnie lub postępując w sposób sfeminizowany, mężczyzna tracił swoje przywileje bycia mężczyzną i spadał do poziomu zera, do poziomu kobiety, a może i niżej, bo do poziomu meżczyzny, który „stał się kobietą”. Podobnie nie miano szacunku i sympatii do eunuchów. Ostatnio grzebałem trochę w ciekawych artykułach na temat homoseksualizmu w historii i jakże bym mógł przegapić Aleksandra Wielkiego. Zakochany w chłopcu o imieniu Bagoas, eunuchu, którego otrzymał jako podarek po zwyciężeniu perskiego króla Dariusa, i z którym pozostał do swojej śmierci, kazał oficerom, zarówno perskim jak i greckim, oddać chłopakowi hołd. Gdy jeden z nich, satrapa Orsines, odmówił i zaczął obrażać chłopaka, mówiąc, że przybył oddawać honory przyjaciołom Aleksandra, nie zaś jego dziwkom, został skazany przez rozwścieczonego Aleksandra na śmierć. Bagoas nie zadowolił się jednak tą karą i uderzył go jeszcze w drodze na egzekucję. Wówczas Orsines wyrzucił z siebie ostatnią z obelg: „Słyszałem, że kobiety rządziły raz w Azji, ale to coś nowego, żeby rządził eunuch”.

Dzisiaj nadal trwa histeria z powodu jednostek, które mając męskie ciało, ośmielają się postępować po kobiecemu. Mogą być to heteroseksualni metroseksualiści, mogą być to zarówno męscy, jak kobiecy geje, mogą być to transwestyci, crosdresserzy, transseksualistki (które niechętnie wrzucam z mężczyznami do jednego worka). To one są zresztą największymi ofiarami patriarchatu, który spłodził nie tylko mizoginię i homofobię, ale również transfobię. Rocznie ginie z tego powodu kilkadziesiąt transseksualnych kobiet. Takie represje nie spotykają transseksualnych mężczyzn, którzy w skali światowej współcześnie, gdy kobiety teoretycznie mają pełnię praw, pozostają właściwie niezauważeni. Kiedyś represje spotykały każdą osobę, która „odgrywała” płeć przeciwną. Biologiczną kobietę, bo próbowała otrzymać męskie przywileje, biologicznego mężczyznę- bo na własne życzenie je tracił.

Lęk przed byciem jak kobieta – to jest najważniejsza z kilku przyczyn homofobii. Warto zauważyć, że ten lęk dotyka również samych gejów, którzy bardzo chętnie wykluczają i potępiają sfeminizowanych członków swojej grupy. „Cioty” rzekomo „utwierdzają ludzi w przekonaniu, że geje to zboczeńcy i przebierańcy”. Zakompleksieni geje z gatunku „dyskretny-konkretny” chcieliby pełni praw- ale tylko dla tych, którzy „zachowują się normalnie”. Normalnie znaczy oczywiście tyle co „jak heterycy”. Nikt nie dokumentuje przemocy wewnątrz grupy, chociaż np. w UK działa organizacja na rzecz ofiar przemocy w rodzinach nieheteroseksualnych. Temat bardzo mnie ciekawi, bo z pewnością sfeminizowane „cioty” padają często ofiarami nie tylko słownej agresji.

Druga z przyczyn homofobii to wyparcie własnego homoseksualizmu lub inne problemy ze swoją tożsamością i seksualnością. Człowiek, który najprawdopodobniej był transwestytą fetyszystycznym (wolę jednak nie oceniać) i nie chciał się z tym pogodzić, był największym homofobem z jakim zdarzyło mi się rozmawiać. Inna rzecz, że z reguły nie rozmawiam z homofobami, a jego (ją?) traktowałem ulgowo. Trzecia z przyczyn, która się wiąże bezpośrednio z drugą, to strach przed tym, że staniemy się obiektem seksualnym w oczach innego mężczyzny. Wielu gotowych byłoby skatować geja na śmierć, gdyby omylnie wziął ich za „swoich” i próbował flirtować. Co w tym złego? Geje, w przeciwieństwie do facetów hetero, bardzo rzadko są „seksualnymi predatorami”. Nie wiem, czy bywają nimi w ogóle. W końcu większość męsko-męskich gwałtów odbywa się poza środowiskiem homoseksualnym, i dokonują ich na sobie heterycy walczący jak zwierzęta o dominację. Wystarczy popatrzyć na zakłady i obozy karne, problem pojawia się także w wojsku i w innych typowo męskich środowiskach zamkniętych. A jednak heterycy trzęsą się i oblewają potem na myśl o tym, że inny mężczyzna może być dla nich miły. Ich wyobraźnia podsuwa im czarne scenariusze świata, w którym staną się „zwierzyną”. Od wieków „zwierzyną” są kobiety, ale w tym heterycy nie widzą nic złego.

Agresywna homofobia to masowa histeria, która dotyka tylko osobników zakompleksionych. Oczywiście ci, którzy nie mają problemów, nie mają też powodów, by reagować agresywnie na zaczepkę geja. W bardziej cywilizowanych niż Polska krajach zdarzają się ci normalni, którzy potrafią zwyczajnie się uśmiechnąć i powiedzieć, że nie są zainteresowani. Komplement zawsze jest komplementem. Niestety, spora grupa mężczyzn boi się jak ognia posądzenia o homoseksualizm. NO HOMO NO HOMO NO HOMO. Wszystko to kalekie, upośledzone dzieci tej naszej głupiej, europejskiej kultury, która woli widzieć dwóch mężczyzn trzymających broń, niż siebie za ręce. W Turcji i innych krajach tamtego rejonu, w których przecież homoseksualni mężczyźni nie mają łatwego życia (w większości ich życie jest prawdziwą katorgą w wiecznym strachu), przejawy czułości między mężczyznami to chleb powszedni. Jak tłumaczył w Internecie pewien chłopak, który miał nieszczęście urodzić się tam, gdzie za bardzo umiłowano Allaha: mężczyźni i kobiety są rozdzieleni. Wychowują się i żyją osobno, nie mogą rozmawiać ze sobą na ulicy. Mają wydzielone swoje części domów. Dlatego mężczyźni są ze sobą blisko i nie widzą w tym nic nieodpowiedniego.

Od siebie dodam tylko tyle, że nasza europejska kultura pozwala na ludzkie zachowanie tylko kobietom, a u mężczyzn brutalnie cenzuruje wszelkie przejawy człowieczeństwa.