Archiwa tagu: gej

Chwała i niechwała, czyli krzyżowanie cioty

Jestem z Piotrem 12 lat, od 10 mieszkamy razem, nie wiem, jak musiałbym zachachmęcić, żeby nie było go w moim dzienniku. To by wymagało wygumkowania sporej części życia. Nie widzę takiej potrzeby, nie żyjemy w Rosji. Zresztą jestem ujawniony od lat, nigdy nie robiłem z tego tajemnicy – poza może samym początkiem, kiedy zależało mi, żeby po debiutanckim tomie krytycy nie zaszufladkowali mnie jako poety gejowskiego, którym nie jestem. Opuściłem tylko bardzo osobiste sprawy, bo takie rzeczy publikuje się 50 lat po śmierci.

- mówi Newsweekowi pan Dehnel. Z oczywistych względów nie mógł odpowiedzieć, że po prostu nie ukrywa się osoby, którą się kocha i która jest wielką częścią twojego życia. Z oczywistych, bo przecież prosta odpowiedź nie dałaby mu okazji do kolejnej autopromocji.

Kiedy poprzednim razem czytałem publikowany przez „Replikę” wywiad z Jackiem Dehnelem, wyraził on przekonanie, że Warszawa jest obyczajowo tak odległa od reszty Polski, że wraz z partnerem nie doświadczają typowo polskiej homofobii, w przeciwieństwie do – tutaj będę nieco zgryźliwy- biednych gejów z Polski B, która jest prawdopodobnie wszędzie tam, gdzie nie ma Warszawy. I tutaj dwie rzeczy – po pierwsze pan Dehnel żyje w mydlanej bańce własnego sukcesu i nie widzi, że jego status ekonomiczno-społeczny gra większą rolę od miejsca zamieszkania. Po drugie, nawet na swojej uprzywilejowanej pozycji, pan Dehnel nie stara się przekroczyć „normy”, którą gejowi wyznaczyło homofobiczne społeczeństwo, bo pozwala sobie co najwyżej na bezpieczną „ekstrawagancję” pokazania się ze swoim partnerem publicznie lub napisania o nim w swoim Dzienniku, co dodatkowo tłumaczy tak, jakby głównym powodem ujawnienia się była trudność z wygumkowaniem sporej części życia. W tej samej Warszawie, która w jego mniemaniu jest europejską stolicą, idący za rękę mężczyźni słyszeli wyzwiska i zostali opluci – z pewnością przez człowieka, który nie skojarzyłby go ani z twarzy, ani z nazwiska. Mydlana bańka by pękła.

Ta notka nie ma być jednak ani próbą polemiki, ani jakąś zaplanowaną krytyką pisarza, o ataku nie wspominając. Jak każda wyoutowana osoba publiczna, która nie stroni od rozmów na temat swojego życia, pan Dehnel dokłada, prawdopodobnie całkiem sporą, cegiełkę do burzenia muru lęku, nienawiści i tabu. I chwała mu za to.

Albo chwała i niechwała równocześnie.

Naszła mnie trochę smutna refleksja. Do niedawna internet przelewał się kiepskimi memami, które dzieliły świat gejów na cioty z parad i na panów w garniturach, którzy dzięki wielu czynnikom zapracowali sobie na szacunek i nobilitację z pedała na homoseksualistę. Przekonanie to, wyjątkowo groźne, bo po pierwsze segregujące ludzi na lepszych i gorszych, a po drugie potwierdzające, że gej, w przeciwieństwie do heteryka, musi sobie zapracować na szacunek, jest oczywiście głęboko zakorzenione w mentalności samych gejów. Obecnie to oni podłapali taki trend i podejrzewam, że głównie dzięki samym zainteresowanym nie stracił on jeszcze racji bytu. Gimnazjalistom przecież już się znudził. Gdyby dzielić tak gejów ze światka showbiznesu, panowie tacy jak Jacek Dehnel lub Tomasz Raczek znaleźliby się u samej góry w kolumnie „homoseksualistów z klasą”. Dziwnym trafem, obaj ci panowie zawsze mnie lekko irytują i nic nie potrafię na to poradzić.

Ostatnio często łapię się na zniecierpliwieniu, gdy czytam wypowiedzi homoseksualnych znanych i szanowanych. Można abstrahować w tym momencie od Polski. To raczej uniwersalny mechanizm: panowie z rodzin inteligenckich, z tradycjami i stabilną, jeśli nie wyjątkowo dobrą sytuacją materialną, którzy mieli zapewniony stosunkowo łatwy start w życie, wychodzą z szafy w starannie zaplanowanym przez siebie momencie – gdy pewni są, że taki coming out już im nie zaszkodzi w karierze. Co irytuje mnie w tym powtarzającym się procederze to fakt, że panowie ci są za swój pseudo heroizm nobilitowani i stają na szczycie w „hierarchii” środowiska, które równocześnie bez żenady linczuje tych, którzy nawet fizycznie nie mogli wtopić się w tłum i stawali się ofiarami homofobii zanim jeszcze ukształtowali się w pełni seksualnie. Na ich tle marnie wypadają fałszywi herosi, ale ze względu na swoją – odziedziczoną lub wypracowaną- pozycję, to oni stają się decydującym i często jedynym słyszalnym głosem na linii LGBT a społeczeństwo.

Swoimi coming outami kruszą powoli pomnik stereotypu geja- przegiętej cioty z parad, ale w jego miejsce budują drugi, monumentalny i w moim przekonaniu dużo bardziej toksyczny, bo z pozoru pozytywny – geja, mężczyzny sukcesu, bogatego i przystojnego prawnika, pisarza, dyrektora teatru, ewentualnie biznesmena lub polityka. Takiego, który zawsze będzie bogaty i nigdy się nie zestarzeje, a życie spędzi u boku drugiego przystojnego, osiągającego sukcesy, również zapakowanego w garnitur od Dolce&Gabbana.

Cytuje się więc entuzjastycznie medialne wypowiedzi panów, którzy poza autopromocją nie oferują środowisku niczego konkretnego. Równocześnie, są oni być może jedyną grupą, którą na efektowny aktywizm byłoby stać – i to również w sensie dosłownym. Zwykle są jednak niezdolni do spojrzenia z szerszej perspektywy na to, jak wygląda życie poniżej konkretnej ilości zer na koncie bankowym i bez nazwiska, które miałoby w jakichkolwiek kręgach jakiekolwiek znaczenie. Trochę to smutne.

Środowisko obraża się na przegięte cioty, czyniąc z geja w różowych legginsach kozła ofiarnego, którego należy jak najszybciej ukrzyżować dla dobra „wspólnej sprawy” i odzyskać swoją zszarganą męskość. Tymczasem ja coraz bardziej męczę się stereotypem z przeciwnego bieguna. Nie interesuje mnie już co do powiedzenia o całym środowisku mniejszości seksualnych ma obiecujący młody pisarz, szanowany krytyk filmowy, aktor, reżyser, znany prawnik. Oczywiście, że oni powinni się w tych tematach wypowiadać i ich głosy są szalenie ważne. Ale właśnie dlatego powinni zachować pokorę i zdać sobie sprawę, że są samym czubkiem tej góry lodowej, której 90% nie może się nawet wynurzyć nad powierzchnię homofobicznego ścieku.

Gdzie są dumni i szanowani homoseksualiści, kiedy dzieci oskarżane o bycie pedałami i przegiętymi ciotami wieszają się na sznurówkach? Prawdopodobnie dalej odbywają swoje wojaże po świecie, bezpieczni w swojej mydlanej bańce, bo zejście na ziemię im się zwyczajnie nie opłaca*.

 

(nie wiem kiedy napiszę obiecaną kontynuację poprzedniej notki… pomocy!)

*gwoli sprawiedliwości, Jacek Dehnel opublikował na łamach Polityki bardzo konkretny tekst o dobrych ludziach i Dominiku z Bieżunia

Dlaczego nikt nie organizuje heteroseksualnych parad miłości?

Na własne życzenie włączyłem dzisiaj komputer, na własne życzenie przejrzałem kilka stron relacjonujących marsz, na własne życzenie przeczytałem kilkanaście komentarzy ludzi, których komentarzy wolałbym nie czytać. Wszystko to stało się na moje własne życzenie, więc nie mam na kogo zrzucić winy za mój pieski nastrój.

Ponieważ obiecałem sobie, że ten blog nie będzie polityczną breją, nie rozpiszę się o nacjonalizmie, który rośnie w siłę nie tylko w Polsce, ale i w wielu europejskich krajach. Dzieje się źle i nie wiem, czy można upatrywać w tym winy kryzysu, czy mamy do czynienia po prostu z przerażającą prawdą, że historia lubi się powtarzać. Już dawno przestali mnie śmieszyć -a właściwie nigdy mnie nie śmieszyli- łysi chłopcy ze swoim zakompleksionym liderem, który ubabrany tym paskudnym wąsikiem, wygląda jak młodszy brat Hitlera, niestety z bruzdą dotykową – na umyśle.

Chcę napisać o czymś innym. Wśród morza komentarzy, zarówno tych z prawa, jak i z lewa i z brunatnego szamba, pojawiają się nagle ci ludzie – zwykle młodzi i zwykle płci żeńskiej- którzy odnaleźli właśnie życiową misję bycia mediatorem w sporze, który nie tylko nie jest do rozwiązania, ale w zdrowym państwie w ogóle nie powinien był mieć miejsca. Dowiadujemy się od nich, że skrajni lewicowcy są równie źli, co skrajni prawicowcy, antyfaszyści są równie koszmarni, co faszyści, że nigdy się ze sobą nie dogadają, że nie można skrajnym zachowaniem zwalczać zła, nawet jeśli jest brunatne. Idąc tą logiką, antyterroryści są równie źli co terroryści, bo zamiast odpowiadać przemocą na przemoc, powinni zaproponować terrorystom pokojowe rozwiązanie sporu. Najlepiej w kawiarni i to przy herbatce. Krew mnie zalewa, gdy o tej naszej polskiej mizernej, opieszałej i spolegliwej lewicy pisze się, że jest skrajna, terrorystyczna i zła. Równie zła, co narodowcy hajlujący w pełnym świetle przy aprobacie władz.

Cokolwiek mają do powiedzenia domorośli mediatorzy, po rozwinięciu ich słów z kilogramów bawełny, brzmi to mniej więcej tak:

Tak, tak, my wiemy, że to wandale i naziole marzący o władowaniu ci kulki w łeb, ale jak ty śmiesz być zdenerwowany! Tak, tak, wiemy, że oni onanizują się do obozów zagłady, w których chętnie by cię zamknęli, ale jak śmiałeś napisać „wypad z mojego kraju, bandyci”? Bądźże grzeczny, kulturalny, do rany przyłóż, udowodnij, jaki cywilizowany jesteś! Kiedy naplują ci w gębę, udawaj, że to deszcz pada! Życzą ci śmierci? Rozwiąż konflikt promiennym uśmiechem. Jeśli cię pobiją, udawaj, że nic wielkiego się nie stało. Co jeśli zabiją? No trudno. Ważne, że byłeś grzeczny i pełen miłości bliźniego.

To zjawisko objawia się zresztą nie tylko w Polsce, nie tylko dziś, nie tylko odnośnie poglądów politycznych.

Zacznijmy od mizoginii. Dzień w dzień tysiące mężczyzn dopuszcza się gwałtów, tysiące morduje kobiety, miliony je molestuje – podczas gdy kolejne miliony opowiada „niewinne” żarciki o tym, dlaczego kobieta ma jeden zwój mózgu więcej od konia i dlaczego baba powinna siedzieć w kuchni. Jednak to feministki są skrajne, nienormalne, wściekłe na mężczyzn nie wiadomo o co. Bardzo ciężko pojąć, że doprowadzone na skraj wytrzymałości nie muszą wcale być miłe, nie muszą być uprzejme, nie muszą się łasić do wszystkich tych wspaniałych mężczyzn i nie muszą udawać rozbawienia kolejnym prześmiesznym żartem o Stasiu gwałcącym Zosię.

O prawa i szacunek się nie prosi, praw i szacunku się żąda.

Teraz homofobia i transfobia.

Czemu te pedały tak się obnoszą? Ja to się z niczym nie obnoszę! Czego oni jeszcze chcą, przecież mogą oddychać! Dlaczego oni nas nie lubią, czemu nam nie ufają – czyżby sami zamykali się w gettach i udowadniali, że są chorzy? Dlaczego transseksualiści ciągle jęczą, że nie lubią cisseksualnych? Jak śmią się od nich odcinać i generalizować? Jak pedały śmią mówić, że nie lubią nas, wspaniałych hetero – czyżby to była heterofobia? HA! Powinniśmy zaraz zorganizować paradę dla hetero… Właśnie! Dlaczego oni mogą mieć parady i lokale tylko dla siebie, a my nie możemy wywiesić plakietki „zakaz pedałowania”? Albo dlaczego oni mogli zrobić gejowską olimpiadę, a my, wielcy heterycy, nie możemy ich wyprosić ze swojej, biorąc wzór ze wspaniałej Rosji? Dlaczego oni mówią na siebie „pedały”, a my musimy politycznie poprawnie, że geje? No dlaczego panują takie podwójne standardy?

To samo z rasizmem.

Dlaczego te czarnuchy mogą na siebie mówić „czarnuch”, a my nie możemy? Dlaczego jak on mnie pobije to nie będzie rasizm? Dlaczego on może o mnie powiedzieć „białas”? Ha? Ha?!

Dzisiaj jestem w złym nastroju.

Jeśli ktoś nie rozumie konsekwencji, jakie niesie ze sobą długa i ponura ludzka historia, jest idiotą. Próba wymazania z ludzkiej świadomości kolonii, niewolnictwa, apartheidu i Ku Klux Klanu to jak zawracanie rzeki kijem. Jeśli nie dostrzegasz, jakie konsekwencje niesie ze sobą bycie od wieków w prześladowanej mniejszości, a jakie bycie w uprzywilejowanej większości, jesteś idiotą i niestety na twój idiotyzm nie wynaleziono jeszcze lekarstwa. Jeśli ktoś nie rozumie dlaczego gej/ lesbijka/transseksualista może się bać wielkiego, wspaniałego przedstawiciela większości, która od wieków pała nienawiścią i agresją w stosunku do gejów, lesbijek i transseksualistów, jest krótkowidzem. Oraz, tradycyjnie, idiotą. Zwłaszcza, że lęk do tej pory nie jest bezpodstawny. Usłyszałem kiedyś od ładnego i niestety głupiego chłopca, że homofobia, rasizm i antysemityzm nie istnieją. Nie znam osobiście żadnego czarnoskórego, ale kilkanaście autentycznych, współczesnych przykładów rasizmu mógłbym wymienić. Co do homofobii, mógłbym wymieniać i wymieniać do jutra albo i dłużej. Obawiam się, że próżny byłby mój trud, a odpowiedź mógłbym uzyskać np. taką:

Co? Geje mordowani, gwałceni, zamykani do więzień, dzieci i nastolatkowie zadręczani na śmierć? No dobrze, ale dlaczego w dalszym ciągu nie ma tych parad dla heteroseksualistów? Gdzie się podziała sprawiedliwość?!

Jeśli nie widzi się różnicy pomiędzy „nienawidzę tej grupy społecznej i dlatego będę ich gnębił, bił, mordował, zamykał do więzień i odbierał prawa”, a „nienawidzę [w domyśle- boję się] tej grupy społecznej, ponieważ mnie gnębi, bije, morduje, zamyka do więzień i odbiera prawa”, jest się głupcem. I tyle.

Owszem, nienawiść nie jest dobra. Generalizowanie nie jest dobre. Zamykanie się w getcie nie jest dobre. Ale jeśli przeciętny gej spotykając heteroseksualnego faceta czuje niepokój, niepewność albo nawet strach, to coś jest nie w porządku. Jeśli przeciętny gej słysząc, że ten facet nie ma nic przeciwko gejom i ich wspiera, podświadomie przestaje wierzyć, że jego rozmówca jest hetero – to raczej na pewno coś jest z naszym społeczeństwem nie w porządku. Przez lata całe pokolenia pracują na to, by zastraszyć i zgnębić mniejszości. Kiedy przychodzi wielkie „oswobodzenie”, nagle potomkowie gnębicieli, albo i sami gnębiciele, zaczynają mieć pretensje do mniejszości, że śmie być nieufna, że śmie zamykać się w swoim gronie i tworzyć miejsca, w których może poczuć się bezpiecznie, bez ciągłego stresu, że nagle przytoczy się tam typek jeden z drugim i powie „zasługujecie na kulkę w łeb, zboczeńcy”.

W starciach z internetowymi idiotami nie warto się wściekać, wyłazić ze skóry i zniżać do ich poziomu. Ale przestańcie wreszcie oczekiwać ode mnie – czy od kogokolwiek innego – że będę znajdywał w sobie niewyczerpane pokłady kultury, miłości i chęci pojednania. Nie będę. Nie mogę zapomnieć -i nie mam zamiaru nigdy o tym zapominać- że największym marzeniem tych wypranych z mózgu indywiduów jest wysłanie mnie oraz ludzi, na których mi zależy, wprost do piachu.

Teraz żądają tolerancji dla swojej nietolerancji. Prześladują i dręczą zasłaniając się bezkresną wolnością słowa i sumienia. Jeśli dziś im ją bez szemrania damy, jutro zażądają, żebyśmy zamknęli się w getcie, odeszli z ich kraju lub od razu ustawili w rzędzie pod murem. Oczywiście żądają tego już teraz, ale póki co, nikt ich jeszcze nie słucha. Niestety, ale przy tak spolegliwej postawie, jakiej się od nas wymaga, jutro możemy już nie mieć wyboru.

„Słyszałem, że kobiety rządziły raz w Azji, ale to coś nowego, żeby rządził eunuch”

Znalazłem dziś na FB artykuł, który stara się wyjaśniać problem homofobii i wspomina, że wykluczając często silne i zdrowe osobniki, jest ona niezgodna z ewolucją bardziej niż sam homoseksualizm. Co do homoseksualizmu, to jest chyba ze wszystkim zgodny, skoro przez tysiąclecia nie został wyeliminowany jako „wadliwy”. Ciężko zrzucać winę na ludzką psychikę i widzimisię, bo przecież nasi najbliżsi krewni, szympansy Bonobo, których DNA w 98% pokrywa się z naszym, cudzołożą między sobą w każdej wolnej chwili nie patrząc na wiek i płeć partnerów. Widocznie do czegoś jest nam to potrzebne. Może dla zdrowotności, żeby nie zachorować na raka prostaty. Autor lub autorzy doszli z trudem do wniosku, że homofobia jest problemem kulturowym, nie biologicznym, ale nie wymienili żadnych jej przyczyn. Widać nie wszystko można wyjaśnić mając stricte ścisłe zainteresowania i do czegoś przydają się jednak ci nudni humaniści.

Pierwotnie homofobia wzięła się z mizoginii i patriarchatu. Nawet w starożytnej Grecji seks analny dwóch mężczyzn budził wątpliwości. Preferowane związki dwójki mężczyzn dotyczyły dojrzałego mężczyzny i młodego chłopca, dla którego miał być mentorem i dopiero na drugim miejscu kochankiem. Ostatnio przeczytałem, że pomimo erotycznych relacji, odradzano takim parom penetrację. Dwóch dojrzałych mężczyzn żyjących ze sobą to była już nieco inna bajka, i chociaż nikt nie potępiał, nikt też nie pochwalał. W słynnej „Uczcie” Platona znajdują się wzmianki, które sugerują, że nawet dla Greków temat był nieco kontrowersyjny. Zresztą cała „Uczta” to tak naprawdę dyskusja o miłości męsko-męskiej i żaden polski krytyk literacki piszący w opracowaniu do tekstu, że nie chodziło o to, o co chodziło, mnie nie przekona. W starożytnym Egipcie, powtarzając w skrócie za Wikipedią, nie lubiano tylko pasywów. Przykładów jest więcej i można je mnożyć. Tylko nieliczne kultury były otwarte i przyjazne, i nie były to bynajmniej kultury stworzone przez białego człowieka. Weźmy na przykład Indian – biali przynieśli im śmierć, słowo Boże i homofobię.

Wszystko zaczęło się od tego, że kobieta nie miała żadnych praw, była własnością mężczyzny bez możliwości decydowania o sobie. To też w wielu kulturach „wykluczało” istnienie lesbijek, chociaż np. Platon opisuje i takie kobiety. Tu właśnie jest pies pogrzebany: nawet Biblia w słynnym kawałku mówi, że mężczyzna nie może leżeć z innym mężczyzną tak „jak z kobietą”. Te słowa są kluczem do całego problemu. Oddając się mężczyźnie lub postępując w sposób sfeminizowany, mężczyzna tracił swoje przywileje bycia mężczyzną i spadał do poziomu zera, do poziomu kobiety, a może i niżej, bo do poziomu meżczyzny, który „stał się kobietą”. Podobnie nie miano szacunku i sympatii do eunuchów. Ostatnio grzebałem trochę w ciekawych artykułach na temat homoseksualizmu w historii i jakże bym mógł przegapić Aleksandra Wielkiego. Zakochany w chłopcu o imieniu Bagoas, eunuchu, którego otrzymał jako podarek po zwyciężeniu perskiego króla Dariusa, i z którym pozostał do swojej śmierci, kazał oficerom, zarówno perskim jak i greckim, oddać chłopakowi hołd. Gdy jeden z nich, satrapa Orsines, odmówił i zaczął obrażać chłopaka, mówiąc, że przybył oddawać honory przyjaciołom Aleksandra, nie zaś jego dziwkom, został skazany przez rozwścieczonego Aleksandra na śmierć. Bagoas nie zadowolił się jednak tą karą i uderzył go jeszcze w drodze na egzekucję. Wówczas Orsines wyrzucił z siebie ostatnią z obelg: „Słyszałem, że kobiety rządziły raz w Azji, ale to coś nowego, żeby rządził eunuch”.

Dzisiaj nadal trwa histeria z powodu jednostek, które mając męskie ciało, ośmielają się postępować po kobiecemu. Mogą być to heteroseksualni metroseksualiści, mogą być to zarówno męscy, jak kobiecy geje, mogą być to transwestyci, crosdresserzy, transseksualistki (które niechętnie wrzucam z mężczyznami do jednego worka). To one są zresztą największymi ofiarami patriarchatu, który spłodził nie tylko mizoginię i homofobię, ale również transfobię. Rocznie ginie z tego powodu kilkadziesiąt transseksualnych kobiet. Takie represje nie spotykają transseksualnych mężczyzn, którzy w skali światowej współcześnie, gdy kobiety teoretycznie mają pełnię praw, pozostają właściwie niezauważeni. Kiedyś represje spotykały każdą osobę, która „odgrywała” płeć przeciwną. Biologiczną kobietę, bo próbowała otrzymać męskie przywileje, biologicznego mężczyznę- bo na własne życzenie je tracił.

Lęk przed byciem jak kobieta – to jest najważniejsza z kilku przyczyn homofobii. Warto zauważyć, że ten lęk dotyka również samych gejów, którzy bardzo chętnie wykluczają i potępiają sfeminizowanych członków swojej grupy. „Cioty” rzekomo „utwierdzają ludzi w przekonaniu, że geje to zboczeńcy i przebierańcy”. Zakompleksieni geje z gatunku „dyskretny-konkretny” chcieliby pełni praw- ale tylko dla tych, którzy „zachowują się normalnie”. Normalnie znaczy oczywiście tyle co „jak heterycy”. Nikt nie dokumentuje przemocy wewnątrz grupy, chociaż np. w UK działa organizacja na rzecz ofiar przemocy w rodzinach nieheteroseksualnych. Temat bardzo mnie ciekawi, bo z pewnością sfeminizowane „cioty” padają często ofiarami nie tylko słownej agresji.

Druga z przyczyn homofobii to wyparcie własnego homoseksualizmu lub inne problemy ze swoją tożsamością i seksualnością. Człowiek, który najprawdopodobniej był transwestytą fetyszystycznym (wolę jednak nie oceniać) i nie chciał się z tym pogodzić, był największym homofobem z jakim zdarzyło mi się rozmawiać. Inna rzecz, że z reguły nie rozmawiam z homofobami, a jego (ją?) traktowałem ulgowo. Trzecia z przyczyn, która się wiąże bezpośrednio z drugą, to strach przed tym, że staniemy się obiektem seksualnym w oczach innego mężczyzny. Wielu gotowych byłoby skatować geja na śmierć, gdyby omylnie wziął ich za „swoich” i próbował flirtować. Co w tym złego? Geje, w przeciwieństwie do facetów hetero, bardzo rzadko są „seksualnymi predatorami”. Nie wiem, czy bywają nimi w ogóle. W końcu większość męsko-męskich gwałtów odbywa się poza środowiskiem homoseksualnym, i dokonują ich na sobie heterycy walczący jak zwierzęta o dominację. Wystarczy popatrzyć na zakłady i obozy karne, problem pojawia się także w wojsku i w innych typowo męskich środowiskach zamkniętych. A jednak heterycy trzęsą się i oblewają potem na myśl o tym, że inny mężczyzna może być dla nich miły. Ich wyobraźnia podsuwa im czarne scenariusze świata, w którym staną się „zwierzyną”. Od wieków „zwierzyną” są kobiety, ale w tym heterycy nie widzą nic złego.

Agresywna homofobia to masowa histeria, która dotyka tylko osobników zakompleksionych. Oczywiście ci, którzy nie mają problemów, nie mają też powodów, by reagować agresywnie na zaczepkę geja. W bardziej cywilizowanych niż Polska krajach zdarzają się ci normalni, którzy potrafią zwyczajnie się uśmiechnąć i powiedzieć, że nie są zainteresowani. Komplement zawsze jest komplementem. Niestety, spora grupa mężczyzn boi się jak ognia posądzenia o homoseksualizm. NO HOMO NO HOMO NO HOMO. Wszystko to kalekie, upośledzone dzieci tej naszej głupiej, europejskiej kultury, która woli widzieć dwóch mężczyzn trzymających broń, niż siebie za ręce. W Turcji i innych krajach tamtego rejonu, w których przecież homoseksualni mężczyźni nie mają łatwego życia (w większości ich życie jest prawdziwą katorgą w wiecznym strachu), przejawy czułości między mężczyznami to chleb powszedni. Jak tłumaczył w Internecie pewien chłopak, który miał nieszczęście urodzić się tam, gdzie za bardzo umiłowano Allaha: mężczyźni i kobiety są rozdzieleni. Wychowują się i żyją osobno, nie mogą rozmawiać ze sobą na ulicy. Mają wydzielone swoje części domów. Dlatego mężczyźni są ze sobą blisko i nie widzą w tym nic nieodpowiedniego.

Od siebie dodam tylko tyle, że nasza europejska kultura pozwala na ludzkie zachowanie tylko kobietom, a u mężczyzn brutalnie cenzuruje wszelkie przejawy człowieczeństwa.

O gejach, których nie chcieli w telewizji, bo byli zbyt seksowni

Męczę ostatno „Grę o tron” i jestem w połowie drugiego sezonu. Właściwie to na temat fabuły mam niewiele do powiedzenia. Lubię takie filmy, chociaż chyba preferowałbym odrobinę mniej flaków i trochę więcej fantastyki.

Odnośnie „Gry o tron” nasunęło mi się tylko jedno pytanie. Od kiedy pokazywanie brata, który pieprzy siostrę, albo krwi cieknącej z każdego rogu ekranu, stało się moralniejsze i lepiej akceptowalne społecznie od zwykłej sceny erotycznej między dwójką mężczyzn?

game of thrones

Bo jeśli chodzi o sceny lesbijskie, twórcy „Gry o tron” przedstawili bez ogródek pseudo-lesbijskie kontakty między prostytutkami. W tym serialu co kilka minut widzimy seks, a nagie kobiety, piękne, przeciętne i brzydkie zapełniają połowę miejsca na ekranie. Druga połowa została przeznaczona na ucięte głowy, jelita i zakrwawione miecze. Jesteśmy świadkami gwałtów, kazirodztwa, nagminnej prostytucji.
Męska nagość pojawia się rzadko i zwykle jest tylko tłem dla nagiej kobiety. Ta występująca samodzielnie nie jest w żaden sposób atrakcyjna dla widza, może tylko z wyjątkiem jednej sceny, w której młody chłopak stoi nago przy królowej. Choćbym nawet bardzo się starał, zakrwawiony mężczyzna wleczony na powrozie za koniem nie może działać podniecająco, zwłaszcza, że w ten sposób wykonują na nim wyrok śmierci. No chyba, że byłbym skrajnym sadystą, którego kręci śmierć, ale wtedy powinienem chyba siedzieć na oddziale zamkniętym, a nie oglądać seriale w telewizji.

Co dość łatwo było przewidzieć, w „Grze o tron” występuje para gejowska. I to pewnie większości nieheteroseksualnych widzów wystarczy, by pokochać scenarzystę, reżyserów, obsadę i autora sagi, na podstawie której stworzono ten serial. Fakt, miło, że nie zostaliśmy znów pominięci i potraktowani jak tabu. Jestem jednak odrobinę bardziej wymagający i z natury wyjątkowo czepliwy (a może po prostu sceptyczny?) więc pozwólcie, że nie dostanę ani orgazmu, ani spazmów histerycznej radości tylko dlatego, że HBO wie, że geje na świecie istnieją. Ja się raczej do HBO przez tę parę gejowską przyczepię. Bo o ile wszystkie akty heteroseksualne są na tyle realistycznie, że „Gra o tron” momentami konkurować może z soft porno, to doczekałem się jak na razie tylko dwóch scen pomiędzy panami i za każdym razem postarano się bardzo, żeby nie pokazać niczego „grzesznego”…

…Co oznacza, że tak właściwie to nic nie pokazali. W momencie, gdy rycerz sięgnął do krocza mężczyzny i uklęknął, kamera skierowała się na twarz stojącego. Pozwolili widzom popatrzyć sobie kilkadziesiąt sekund na pantomimę aktora symulującego przyjemność i nastąpił koniec gejowskiej sceny erotycznej numer jeden. Zabawne, jeśli się weźmie pod uwagę, że przez cały film nie cenzurowali absolutnie niczego. Scenę erotyczną numer dwa ciężko nawet nazwać seksem. Kilka pocałunków i hop! Rycerza wymienili na jego brzydką siostrę, która od razu pokazała swoje małe cycki, próbując bezskutecznie podniecić męża.

Więc zacząłem się nad czymś zastanawiać. Jakim cudem kultura europejska, która wyszła od dziedzictwa starożytnych Greków, przebrnęła przez te wszystkie bolesne ascetyczne wieki ciemne, by nagle dotrzeć do przekuriozalnego momentu historii, w którym kobiecymi piersiami reklamuje się wszystko, od klozetów, przez gładź szpachlową po drogie perfumy, podczas gdy pieszczotę dwóch mężczyzn trzeba cenzurować? Czyżby twórcy bali się, że gejowski seks zgorszy widzów gorzej niż odpadające głowy, dziewczyna, która pożera surowe końskie serce, brat, który pieprzy własną siostrę, obleśny starzec korzystający z usług prostytutek czy wreszcie karzeł kładący swoje zniekształcone ciało co noc na innej dziewczynie?

Dlaczego wszyscy tak bardzo boją się penisów na ekranie? I dlaczego wszyscy tak bardzo boją się gejów?

 

Nasze społeczeństwo zostało przekonane, że mężczyzna w żaden sposób nie jest atrakcyjny. Ba, że nie może być atrakcyjny, bo to wstyd i hańba. Celowo mówię społeczeństwo, a nie „heteroseksualni mężczyźni”. Rozumiem przecież dlaczego oni nie chcą mieć na ekranie nagich facetów, skoro zamiast nich mogą oglądać w tym czasie seksowne rude prostytutki. Ale w tym sęk, że kobiety (a przynajmniej starsze pokolenie kobiet) także dały sobie wmówić, że seks służy głównie przyjemności mężczyzny, czyli one same nie powinny się za bardzo czymkolwiek ekscytować, a co za tym idzie, mężczyzna nie ma prawa istnieć jako atrakcyjny obiekt seksualny- ani dla siebie, ani dla kobiet, ani tym bardziej dla innych mężczyzn. Przyszło mi to do głowy w trakcie dyskusji z mamą na temat „Czy mężczyzna może pełnić funkcję ozdoby”. Zgadnijcie, kto był na tak, a kto na nie. [dyskusję sprowokował program o chłopcach- czirliderach, patrz -> moja poprzednia notka]

Słyszeliście o tym gościu, co go nie chcieli mieć w Arabii Saudyjskiej, bo był zbyt seksowny?
W naszej kulturze do takich absurdów nie dochodzi, ale i tak powiedziałbym, że społeczeństwo cierpi po pierwsze na fobię przed męską nagością i penisami, a po drugie fiksuje na tle gejów, którzy są zbyt seksowni, żeby ich pokazać w telewizji… Aż chce się czasem krzyknąć: Litości! To tylko penis! To tylko męska dupa! To tylko penis w męskiej dupie!

 

Ale teraz czas na to, co mi się spodobało w „Grze o tron” z punktu widzenia nieheteronormatywnego odbiorcy. Twórcy „Gry o tron” zdobyli sobie moją sympatię postaciami niezależnych, walczących jak mężczyźni kobiet, które cudnie wyłamują się ze stereotypowych ról płciowych. Naliczyłem ich jak na razie trzy, przynajmniej na tym etapie oglądania, na którym teraz jestem (gif poniżej to oczywiście dziewczynka).

starkPara gejowska na ekranie to obecnie żadne osiągnięcie, bo mamy czasy, w których wciśnięcie geja na drugoplanowego bohatera historii jest świetnym chwytem marketingowym. Wiecie co było osiągnięciem? Sceny seksu w amerykańskiej wersji gejowskiego serialu „Queer as Folk”. Ale to było kilka lat temu. Teraz osiągnięciem byłaby scena gejowska wyjęta z „Queer as Folk” i włożona wprost do serialu skierowanego do szerszej publiczności. Na przykład do takiej „Gry o tron”, która i tak składa się prawie z samego seksu.

 

*
Z innej beczki- obejrzałem sobie wczoraj duński film „Pretty Boy” o prostytuującym się chłopcu. Właściwie to tak, tylko tyle na temat „Pretty Boy”. Nie bardzo wiem, co miałbym na jego temat powiedzieć.