Archiwa kategorii: Homofobia

Szkoda.

Od lat redaktorzy Fronda.pl serwują swoim czytelnikom starannie wybrane zdjęcia z zachodnich parad równości, okraszając nimi już i tak dostatecznie pikantne artykuły z pogranicza fantasy i science fiction o homoseksualnych demonach, satanistach, muzułmanach i przykrych skutkach stosunków analnych. heheNie tak dawno w kilku polskich miastach zawisły plakaty z dwoma mężczyznami w skórach, którzy idą niemal nadzy po ulicy. Hasła z plakatu nie przytoczę. Po pierwsze, musiałbym grzebać w ścieku, żeby je znaleźć. Po drugie pamiętam, że było obrzydliwe.

Działania te mają obrzydzić społeczeństwu środowisko mniejszości seksualnych – ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że najbardziej podatni na ich wpływ są nie heterycy, a my sami. Najgłośniej o szkodliwości parad równości krzyczą sami geje. Z pewnością obrazki ekshibicjonistycznych skórzaków utwierdzą niejednego w skrajnej homofobii, ale kto nie był do tej pory homofobem, prawdopodobnie nagle nim nie zostanie, bo jakiś Niemiec ma srogie fetysze* a pewien Amerykanin wymalował twarz farbkami we wszystkich kolorach tęczy. Takie obrazki służą raczej homofobom do mentalnej, wzajemnej, grupowej masturbacji nad własną homofobią – i całkiem możliwe, że w tej obscenicznej metaforze jest więcej prawdy, niż byśmy chcieli.

Ale niestety, obrazki rozebranych lub tęczowo-różowych panów przede wszystkim wyrządzają krzywdę samym gejom, którzy w Polsce zbyt łatwo dają sobie odbierać poczucie godności (a być może nigdy go nie mieli).  Są narzędziem walki i niestety- narzędziem bardzo skutecznym. Wyrządzają krzywdę psychiczną, chociaż sami poszkodowani zdają się tego nie zauważać.

Chwiejne to nasze środowisko, bez kręgosłupa, bez charakteru, rozdarte na milion części. W przytłaczającej większości polskie mniejszości seksualne przejęły od homofobów przekonania i drżą na myśl o tym, że gdzieś na świecie ciota w różowych piórach może czuć się szczęśliwa i wcale nie obdarta z godności.

Szkoda.

*sami przyznajcie, że Niemcy kojarzą się ze srogimi fetyszami 

 

 

 

 

„Tego ognia nic już nie ugasi”

Oddział Telewizyjny Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przyznał nagrodę Polskiej Szabli Ułańskiej za „Najlepszą fotografię patriotyczną roku 2013” powyższemu zdjęciu. Najlepiej byłoby móc spuścić wzrok i milczeniem pełnym zażenowania uhonorować tę haniebną decyzję. Jednak w kraju, w którym granice powoli i „niezauważalnie” zostają przesuwane, nie stać nas już na luksus milczenia. Jeży mi się włos na głowie, kiedy czytam tytuł, którym opisano zwycięską fotografię: „Tego ognia nic już nie ugasi”. Nie lubię chrześcijan, którzy lubią ogień i to nawet nie jest żart z mojej strony. Palenie wiedźm to zbyt odległa historia, by się nią przejąć. Żarty o Świętej Inkwizycji, której nikt się nie spodziewał, nigdy nie przestały być zabawne. Piece w obozach koncentracyjnych cuchną dla niektórych histerią ludzi pozbawionych sensownych argumentów, a poza tym – jak zauważą inni – niewiele mają wspólnego z „pobożnym” chrześcijaństwem. Na szczęście mogę z pamięci sypać przykładami nie związanymi bezpośrednio z III Rzeszą, za to bezpośrednio dotyczącymi mniejszości seksualnych i takiego ognia, „którego nic już nie ugasi”. W internecie łatwo znaleźć filmik pochodzący z Afryki, na którym homoseksualny mężczyzna zostaje żywcem spalony na ulicy. Za prześladowania mniejszości seksualnych w państwach afrykańskich winę ponoszą dwie wielkie religie: islam i chrześcijaństwo. I nie, to drugie wcale nie jest bardziej miłosierne. W okolicach kwietnia 2013 roku Peruwiańczyk Hitler Baneo Núñez podpala swojego dwudziestodwuletniego homoseksualnego syna, który jest nosicielem HIV i obiektem kpin w rodzinnej wsi. Za Wikipedią: w 2007 roku 81,7% Peruwiańczyków powyżej 12 r.ż. określiło się jako katolicy, 12,5% jako ewangelicy, 3,3% było innego wyznania, a 2,9% nie wyznawało żadnej religii. W grudniu 2013 rosyjski aktor (i ksiądz aż do 2011 roku) Ivan Okhlobystin nawołuje rodaków do palenia gejów żywcem w piecach. Z rodzinnego podwórka: w 2009 roku polski ksiądz na krakowskim rynku udziela jak najbardziej poważnego wywiadu i wyraża chęć palenia gejów. Nagranie istnieje do tej pory i również łatwo je znaleźć. Tymczasem kilka dni temu redaktor naczelny Frondy, T. Terlikowski, z szerokim uśmiechem na twarzy porąbał siekierą karty tarota i wrzucił je w płomienie swojego domowego kominka. Niedługo potem użytkownicy Twittera mogli cieszyć się z takiego oto śmiesznego „lapsusa”, którego nie powstydziłby się sam Abp. Michalik:

Ha- ha- ha. Się uśmiałem. Wracając jednak do płonącej tęczy. Następujące orzeczenie złożyła w tej sprawie Julita Wójcik, autorka instalacji artystycznej TĘCZA na placu Zbawiciela w Warszawie:

W związku z przyznaniem przez Oddział Telewizyjny Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich nagrody Polskiej Szabli Ułańskiej za „Najlepszą fotografię patriotyczną roku 2013” pragnę wyrazić swój protest.
Fotografią nagrodzoną zostało zdjęcie zatytułowane „Tego ognia nic już nie ugasi“ przedstawiające uczestnika marszu z 11 listopada 2013 roku, który wymachując biało – czerwoną flagą triumfuje na tle płonącej TĘCZY.
Pragnę przypomnieć, iż spalenie TĘCZY było przestępstwem niszczenia mienia publicznego, agresywnym aktem homofobii skierowanym przeciwko innym ludziom oraz przeciwko dziełu sztuki.
Nazywanie takiego aktu przemocy patriotyzmem jest promowaniem i legitymizowaniem nienawiści.
Dziwi mnie, że Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich promuje homofobię i nienawiść.
Jako polska artystka i obywatelka Rzeczpospolitej Polskiej protestuję przeciwko takiemu pojmowaniu patriotyzmu oraz przeciwko promowaniu takiego pseudo patriotyzmu.

Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich to jakościowo taki sam niestrawny produkt, jak Stowarzyszenie Psychologów Katolickich, które wyłoniło się w mediach przy okazji jakiejś żenującej „obiektywnej” debaty na temat homoseksualizmu, lub Stowarzyszenie Farmaceutów Katolickich, o którym od dawna jest wszędzie głośno. O ile jednak te dwa stowarzyszenie bardziej zaszkodzą konkretnym osobom, które będą miały pecha natknąć się na członka stowarzyszenia tam, gdzie się go nie spodziewają (np. gej trafi do psychologa, który zechce go uleczyć, a kobieta z powodu klauzuli sumienia nie znajdzie apteki, w której mogłaby kupić pigułki wczesnoporonne), tak Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy szkodzi w szerszym zakresie i jako część opiniotwórczych mediów, poniesie niedługo odpowiedzialność za coraz szybciej rosnącą falę agresji wymierzoną w mniejszości seksualne. W kraju, w którym nie chroni nas żadna ustawa antydyskryminacyjna, opiniotwórcze stowarzyszenie wysyła jasny sygnał do agresywnych formacji zrzeszających nie tylko prostackich chamów, ale i ich cynicznych liderów. Sygnał ten brzmi „tak, macie nasze przyzwolenie”. Róbcie co uznacie za słuszne i w taki sposób, jaki uznacie za słuszny. Nikt się nie będzie buntował. Na co to przyzwolenie? Na akty przemocy i agresywne, niezgodne z prawem działania, które mają na celu podjudzanie tłumu i prędzej czy później wymuszenie na rządzących konkretnych decyzji. Decyzji takich jak porzucenie jakiejkolwiek sejmowej czy medialnej dyskusji o prawach człowieka i ochronie mniejszości. A następnie zastosowanie rozwiązań takich, jakimi szczyci się nasz wschodni sąsiad Ukraina, i przede wszystkim Rosja. Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich nie tylko dało przyzwolenie, ale dosłownie nagrodziło działania, które mniej lub bardziej wpisują się w definicję jednej z odmian terroryzmu. Granica została znowu przesunięta – nie o kilka milimetrów jak zwykle. Tym razem przesunięto ją o wiele dalej. Oto bandycka „partyzantka” nosi miano patriotyzmu. Ba, patriotyzmu najlepszego ze wszystkich możliwych. Chce się zgrzytać zębami i to chyba jedyne, co nam pozostało. Śmiać się już nie można, a nad rozlanym mlekiem też już nie warto płakać. Stało się. Żyjemy w kraju, który w tylko jednym jest dobry – jak żaden inny w Unii Europejskiej zachęca liberalną młodzież do tego, by opuściła jego granice i już nigdy nie wróciła. Kiedy Agnieszka Holland niedawno zauważyła, że młodzi Polacy emigrują nie tylko z przyczyn ekonomicznych, w komentarzach rozpętało się piekło. Kiedy pisałem, że większość gejów i lesbijek marzy o wyjeździe z powodu dyskryminacji, prawicowiec mnie wyśmiał, bo co to dla kraju za różnica. Raptem 2 miliony ludzi (podczas gdy ponad 2 miliony już przebywają poza granicami kraju i jakoś im nie spieszno wracać w rodzinne strony). Powodzenia, Wielka Polsko.

Na zakończenie przypomnę tylko, że w nocy z 4 na 5 stycznia bieżącego roku w Szczecinie został zakatowany na śmierć student. Miał 21 lat i był gejem. Nagradzajcie dalej płonące tęcze i promujcie nienawiść. Przecież głos tych, którzy się sprzeciwiają, jest szybko uciszany lub wyśmiewany, a każda myśl nasuwająca oczywiste skojarzenia, zostaje zbijana niemożliwym do obalenia „prawem Godwina”. 

Proszę was, nie płaczmy nad Australią!

Obecnie na wielu stronach LGBT toczą się dyskusje o tym, że Sąd Najwyższy zdelegalizował jednopłciowe małżeństwa w Australii. [1]

O ile jest to prawda i niezbyt wesoła wiadomość (zwłaszcza dla par, które zdążyły się już pobrać), zdziwiło mnie, że wszyscy wypowiadają się o tym wyłącznie jako o sprawie ideologicznej. Środowiska mniejszościowe oburzają się na powrót w mroki średniowiecza, a konserwatywne (jak mogę sobie tylko wyobrazić, bo z reguły nie przebywam po tamtej stronie internetu) pewnie już zacierają ręce, że Australia jednak nie poddała się homoterrorowi.

Równocześnie bez większych emocji przeszedł fakt, że w Indiach znów uznano homoseksualizm za przestępstwo. [2] W porównaniu do wiadomości z Australii, wiadomość z Indii smuci mnie o wiele bardziej. Decyzja ta jest powiązana wyłącznie z ideologią i wiarą, natomiast decyzja sądu australijskiego, wbrew pozorom, nie jest. Owszem, to mocno frustrująca sytuacja, ale zaistniała tylko dlatego, że za legalizację małżeństw jednopłciowych zabrano się najwyraźniej od końca.

Sąd Najwyższy musiał zdelegalizować małżeństwa jednopłciowe. Dlaczego? Zacznijmy od początku: nie warto ufać hucznym nagłówkom gazet. Sprawa nie dotyczy całej Australii, a jedynie Australijskiego Terytorium Stołecznego. Bo tylko tam, póki co, uchwalono małżeństwa jednopłciowe. Podobnie jak poszczególne stany w USA, australijskie terytoria rządzą się swoimi lokalnymi prawami – i dlatego w ogóle pojawił problem. Niestety – okazuje się, że małżeństwa jednopłciowe stoją w sprzeczności z istniejącym już federalnym dokumentem obowiązującym w całej Australii, który definiuje małżeństwo jako związek między kobietą i mężczyzną.

Sąd zaznaczył, że po zmianie tego zapisu, nic nie stoi na przeszkodzie zalegalizowania od nowa małżeństw jednopłciowych, tym razem już w zgodzie z australijską konstytucją.

Dlatego nie ma się co oburzać, a przynajmniej nie tak fanatycznie i bezmyślnie. Australia jest na prostej drodze do legalizacji małżeństw jednopłciowych na całym kontynencie. Przy okazji geje i lesbijki mają związki partnerskie i szereg praw, o których Polacy mogą tylko pomarzyć.

Więc proszę was drodzy rodacy, nie płaczmy nad Australią!


„Apparently God does love gays, but only if they’re tops”. (Czyli żarty się skończyły, bo oto publikuję notkę nie dla dzieci!)

Wszyscy mężczyźni dotknięci homofobią [mniejsza już z tym, ilu z nich cierpi na wyparcie własnego homoseksualizmu, a ilu ma innego problemy z tożsamością i życiem seksualnym], jako argument koronny przeciwko gejom wyciągają męsko-męski seks, a konkretnie – ten osławiony, znienawidzony i legendarny, seks analny.

Dlatego specjalnie pokusiłem się o przedstawienie kilku faktów na temat seksu analnego [niekoniecznie potwierdzonych badaniami, co jednak takim bajkopisarzom jak np. ks Oko nie powinno przeszkadzać].

1. Czy każdy gej lubi seks analny?

Zacznijmy od tego, że nie każdy homoseksualny mężczyzna uprawia seks analny. Niektórzy tego nie lubią, nie chcą, boją się ryzyka złapania jakiegoś wenerycznego choróbska, inni nie czują się na to gotowi lub mimo bycia gejem próbują nadążać za uniwersalnym wzorcem „męskości”, który wyklucza na pierwszym miejscu uległość. Jak w takim razie można uprawiać gejowski seks bez penetracji? Skoro homofobi i tak namiętnie śledzą życie seksualne gejów, mogliby wreszcie się w tym temacie dokształcić, choć z pewnością nie jest im to na rękę. Dla przykładu wymienię seks oralny, wspólną masturbację, frottage polegający na ocieraniu się prąciem o prącie… No i mniej inwazyjne zabawy z wiadomą, objętą wieczystym tabu, częścią ciała. W tym rimming, czyli praktykę, która (chociaż nie musi skończyć się penetracją) doprowadziłaby niejednego homofoba do dreszczy obrzydzenia i ekstazy równocześnie. Dając mu przy tym temat do przemyśleń na następne dziesięć lat.

2. Męski punkt G?

Nie widziałem nigdy tłumów protestujących przeciwko seksowi analnemu wśród heteroseksualistów, mimo że 1)odbyty mamy takie same, a problemy natury higienicznej znikają przy niewielkim wysiłku 2)seks analny w obu przypadkach niesie takie same zagrożenia (trzeba po prostu wiedzieć jak ich uniknąć). W tym punkcie warto odnotować, że seks analny oddziałuje inaczej na ciało mężczyzny, a inaczej na ciało kobiety. Kobieta może odczuwać silną przyjemność z powodu sąsiadującego położenia waginy i odbytu, mężczyznę natomiast natura obdarzyła sprytnym i dość kłopotliwym organem: p r o s t a t ą. Jak wiadomo, prostata przysporzyć może w życiu wielu kłopotów, szczególnie zaś na starość, a myśl o jej zbadaniu… wywołuje dreszcze i zimne poty nawet w największym twardzielu. Nie jestem pewien od kiedy, ale już od dawna, nazywa się ją umownie „męskim punktem G”. Co więcej czytałem, że na początku XX wieku wylągł się jeden z przesądów, który skamieniał w niektórych umysłach i trwa w nich po dziś dzień. To ten mit, powtarzany chętnie w wielu katechizmach, że homoseksualizmem można się „zarazić” przez uwiedzenie lub gwałt. Chłopiec lub młodzieniec, który pod przymusem lub z własnej woli odda się analnie, może w przyszłości stać się homoseksualistą z powodu przyjemności, jakiej doświadczył. To też częsta przyczyna „mylenia” gejów z pedofilami. Witamy w świecie bredni. Co do różnic w czerpaniu przyjemności z pasywnej roli w seksie analnym, będę zgadywał, że mężczyźni mogą odczuwać ją intensywniej od kobiet (chociaż wszystko to jest prawą indywidualną). Legendarny orgazm „bez użycia rąk”, który jest efektem umiejętnej stymulacji prostaty, zdarza się naprawdę. Pewnie bardzo rzadko, skoro ciężko go zobaczyć nawet na zafałszowanej od stóp do głów scenie porno. Wszystko zależy od mężczyzny, jego wrażliwości, psychiki i umiejętności kochanka, ale bywa – a to o czymś świadczy. Kogo za to winić? Tylko siły wyższe lub ewolucję (co kto woli), które tak sobie z nas zakpiły, obdarzając prostatą w stosunkowo łatwym do spenetrowania miejscu (mogłaby być teoretycznie gdzieś w brzuchu, nie?).

g spot

3.  Czy tylko geje mogą polubić stymulację prostaty?

Punkt ten niejako wiąże się z punktem 1. Stymulacja prostaty (bo o to w męskim przypadku się głównie rozchodzi), nie musi wiązać się z orientacją seksualną. Gej może tego nienawidzić, a jakiś heteryk uwielbiać. Kluczem do odpowiedzi na pytanie o orientację nie jest to, CO się robi, ale Z KIM to się robi. Wcale nie tak mało jest tych niezbyt tradycyjnych heteroseksualnych par, które próbują „czegoś nowego” i mocno „zakazanego”. Może to być zabawa z palcami, zabawkami, albo kojarzona bardzo negatywnie [bo z dominacją kobiety nad upokorzonym mężczyzną] praktyka – pegging. Nie wzbudza on jednak takich emocji jak gejowski seks, bo prawdziwi macho woleliby zapomnieć o istnieniu domin traktujących w ten sposób swoich heteroseksualnych partnerów.

4. Czy geje noszą pampersy?

Mimo plotkom podkręcającym atmosferę histerii wokół dwóch (lub więcej) panów w łóżku, geje wcale nie mają „tam z tyłu” jesieni średniowiecza, i nie muszą na starość nosić pampersów. Próbuję nie iść w ohydę, bo w końcu nie prowadzę bloga porno, ale delikatniej tego się nie da powiedzieć: zwieracze to mięśnie, i jak każdy mięsień, można je „wyćwiczyć”. Argumenty zaczynające się od „pewna gwiazda porno musi nosić pampersy”, są o kant dupy – za przeproszeniem – rozbić. Jak się ma gwiazda porno biorąca udział w gang bangach odgrywanych przez Jamajczyków z pałą na pół salonu, do przeciętnego, szarego człowieczka, który przez całe życie miał maksymalnie kilku partnerów i libido na przeciętnym poziomie? Owszem, przyznam nieco niechętnie, że w internetach widziałem niejedno „cudo”, ale od normalnego stosunku nikomu nie wylecą jelita. Jeśli ktoś doczekał się poważnych komplikacji, to na własne życzenie – przez zaniedbanie i praktykując ekstremalny seks. Mógł także paść ofiarą gwałtu, chociaż gwałt i przemoc seksualna w zamkniętym środowisku LGBT to kolejny temat tabu.

5. „To obrzydlistwo!”

Punkt piąty poświęcam hipokryzji. Pozwoliłem sobie na odwiedzenie kilku znanych stron z heterycką pornografią. Bardzo łatwo przeprowadzić taki eksperyment. Rozwijamy zakładkę kategorie, i…

1)Kategoria anal 11045 filmów [inne kategorie na tej stronie wahają się od tysiąca, do 4 tysięcy filmów] 2)Anal- 19493 filmy 3)Anal – 2027 stron w tej kategorii.

Więcej chyba nie muszę wymieniać? O ile więc nie każdy heteryk uprawiał seks analny, wielu z nich (jeśli nie większość) bardzo o tym marzy. Kolejny dowód, to dość często spotykane anonse od „szukających pani, która lubi od tyłu” lub skargi na internetowych forach „jak namówić dziewczynę, żeby…?” Być może to właśnie frustracja, gdy kobieta po raz setny odmawia, każe pluć co niektórym jadem na homoseksualnych mężczyzn?

6. A co z aktywami?
Jak już mówiłem, nie każdy gej koniecznie chce w dupę, wbrew fantazjom sporej części społeczeństwa. Żaden instytut nie przeprowadził jeszcze oficjalnych badań, które określiłyby ilu mężczyzn w gejowskiej społeczności odgrywa pasywne, a ilu aktywne role. O ile opinia społeczna dopuszcza do siebie fakt, że pewna część gejów lubi zarówno „dawać, jak i brać” (ktoś w końcu musi być po drugiej stronie), o istnieniu czystych aktywów najwygodniej ludziom zapomnieć. A nóż by się okazało, że facet, który dorobił się w swoim życiu „haremu” złożonego z mężczyzn, jest mniej pedalski od tego, który potrafił zdominować tylko słabe kobiety? Celowo użyłem słowa „dominować”, bo chociaż zwykle nie o to w seksie się rozchodzi, ludzie bardzo lubią oceniać seks gejowski z perspektywy tego, który uległ i okrył się hańbą, a który był „bardziej męski” i „zwyciężył”. Dlaczego więc nie zastosować tej samej kategorii oceny dla par heteroseksualnych? Wszystko rozbija się o męskie kompleksy i pragnienie okazania siły. Skoro tak, zmuszenie wielkiego faceta do posłuszeństwa jest o wiele bardziej męskie od zdobycia kobiety…

family guy

Wracając jednak do tematu. Żadnych oficjalnych danych nie ma, ale od czego jest ciocia Wikipedia? W wolnym przekładzie z angielskiego na nasze: po przejrzeniu 55464 profilów na amerykańskiej stronie gay.com, okazało się, że 26,46% preferowało rolę aktywa, 31,92% rolę pasywa, a największą grupą byli tzw. „uniwersi” – aż 41,62%. Te preferencje zmieniały się jednak w różnych regionach kraju. W stanie Wyoming 16% mężczyzn określało się jako aktywni, 44% jako pasywni, uniwersalni to pozostałe 40%. W Zachodniej Wirginii to aktywów było więcej (32%), a pasywów mniej (29%). Uniwersalnych było 39%. W stanie Oregon uniwersalnych była prawie połowa – 48.42%. Na tej podstawie wysuwam prawdziwie naukowy wniosek, że „bywa różnie”. Czystej krwi aktywów rzeczywiście jest mniej, co wcale nie oznacza, że jest ich mało.

Dlaczego nikt nie organizuje heteroseksualnych parad miłości?

Na własne życzenie włączyłem dzisiaj komputer, na własne życzenie przejrzałem kilka stron relacjonujących marsz, na własne życzenie przeczytałem kilkanaście komentarzy ludzi, których komentarzy wolałbym nie czytać. Wszystko to stało się na moje własne życzenie, więc nie mam na kogo zrzucić winy za mój pieski nastrój.

Ponieważ obiecałem sobie, że ten blog nie będzie polityczną breją, nie rozpiszę się o nacjonalizmie, który rośnie w siłę nie tylko w Polsce, ale i w wielu europejskich krajach. Dzieje się źle i nie wiem, czy można upatrywać w tym winy kryzysu, czy mamy do czynienia po prostu z przerażającą prawdą, że historia lubi się powtarzać. Już dawno przestali mnie śmieszyć -a właściwie nigdy mnie nie śmieszyli- łysi chłopcy ze swoim zakompleksionym liderem, który ubabrany tym paskudnym wąsikiem, wygląda jak młodszy brat Hitlera, niestety z bruzdą dotykową – na umyśle.

Chcę napisać o czymś innym. Wśród morza komentarzy, zarówno tych z prawa, jak i z lewa i z brunatnego szamba, pojawiają się nagle ci ludzie – zwykle młodzi i zwykle płci żeńskiej- którzy odnaleźli właśnie życiową misję bycia mediatorem w sporze, który nie tylko nie jest do rozwiązania, ale w zdrowym państwie w ogóle nie powinien był mieć miejsca. Dowiadujemy się od nich, że skrajni lewicowcy są równie źli, co skrajni prawicowcy, antyfaszyści są równie koszmarni, co faszyści, że nigdy się ze sobą nie dogadają, że nie można skrajnym zachowaniem zwalczać zła, nawet jeśli jest brunatne. Idąc tą logiką, antyterroryści są równie źli co terroryści, bo zamiast odpowiadać przemocą na przemoc, powinni zaproponować terrorystom pokojowe rozwiązanie sporu. Najlepiej w kawiarni i to przy herbatce. Krew mnie zalewa, gdy o tej naszej polskiej mizernej, opieszałej i spolegliwej lewicy pisze się, że jest skrajna, terrorystyczna i zła. Równie zła, co narodowcy hajlujący w pełnym świetle przy aprobacie władz.

Cokolwiek mają do powiedzenia domorośli mediatorzy, po rozwinięciu ich słów z kilogramów bawełny, brzmi to mniej więcej tak:

Tak, tak, my wiemy, że to wandale i naziole marzący o władowaniu ci kulki w łeb, ale jak ty śmiesz być zdenerwowany! Tak, tak, wiemy, że oni onanizują się do obozów zagłady, w których chętnie by cię zamknęli, ale jak śmiałeś napisać „wypad z mojego kraju, bandyci”? Bądźże grzeczny, kulturalny, do rany przyłóż, udowodnij, jaki cywilizowany jesteś! Kiedy naplują ci w gębę, udawaj, że to deszcz pada! Życzą ci śmierci? Rozwiąż konflikt promiennym uśmiechem. Jeśli cię pobiją, udawaj, że nic wielkiego się nie stało. Co jeśli zabiją? No trudno. Ważne, że byłeś grzeczny i pełen miłości bliźniego.

To zjawisko objawia się zresztą nie tylko w Polsce, nie tylko dziś, nie tylko odnośnie poglądów politycznych.

Zacznijmy od mizoginii. Dzień w dzień tysiące mężczyzn dopuszcza się gwałtów, tysiące morduje kobiety, miliony je molestuje – podczas gdy kolejne miliony opowiada „niewinne” żarciki o tym, dlaczego kobieta ma jeden zwój mózgu więcej od konia i dlaczego baba powinna siedzieć w kuchni. Jednak to feministki są skrajne, nienormalne, wściekłe na mężczyzn nie wiadomo o co. Bardzo ciężko pojąć, że doprowadzone na skraj wytrzymałości nie muszą wcale być miłe, nie muszą być uprzejme, nie muszą się łasić do wszystkich tych wspaniałych mężczyzn i nie muszą udawać rozbawienia kolejnym prześmiesznym żartem o Stasiu gwałcącym Zosię.

O prawa i szacunek się nie prosi, praw i szacunku się żąda.

Teraz homofobia i transfobia.

Czemu te pedały tak się obnoszą? Ja to się z niczym nie obnoszę! Czego oni jeszcze chcą, przecież mogą oddychać! Dlaczego oni nas nie lubią, czemu nam nie ufają – czyżby sami zamykali się w gettach i udowadniali, że są chorzy? Dlaczego transseksualiści ciągle jęczą, że nie lubią cisseksualnych? Jak śmią się od nich odcinać i generalizować? Jak pedały śmią mówić, że nie lubią nas, wspaniałych hetero – czyżby to była heterofobia? HA! Powinniśmy zaraz zorganizować paradę dla hetero… Właśnie! Dlaczego oni mogą mieć parady i lokale tylko dla siebie, a my nie możemy wywiesić plakietki „zakaz pedałowania”? Albo dlaczego oni mogli zrobić gejowską olimpiadę, a my, wielcy heterycy, nie możemy ich wyprosić ze swojej, biorąc wzór ze wspaniałej Rosji? Dlaczego oni mówią na siebie „pedały”, a my musimy politycznie poprawnie, że geje? No dlaczego panują takie podwójne standardy?

To samo z rasizmem.

Dlaczego te czarnuchy mogą na siebie mówić „czarnuch”, a my nie możemy? Dlaczego jak on mnie pobije to nie będzie rasizm? Dlaczego on może o mnie powiedzieć „białas”? Ha? Ha?!

Dzisiaj jestem w złym nastroju.

Jeśli ktoś nie rozumie konsekwencji, jakie niesie ze sobą długa i ponura ludzka historia, jest idiotą. Próba wymazania z ludzkiej świadomości kolonii, niewolnictwa, apartheidu i Ku Klux Klanu to jak zawracanie rzeki kijem. Jeśli nie dostrzegasz, jakie konsekwencje niesie ze sobą bycie od wieków w prześladowanej mniejszości, a jakie bycie w uprzywilejowanej większości, jesteś idiotą i niestety na twój idiotyzm nie wynaleziono jeszcze lekarstwa. Jeśli ktoś nie rozumie dlaczego gej/ lesbijka/transseksualista może się bać wielkiego, wspaniałego przedstawiciela większości, która od wieków pała nienawiścią i agresją w stosunku do gejów, lesbijek i transseksualistów, jest krótkowidzem. Oraz, tradycyjnie, idiotą. Zwłaszcza, że lęk do tej pory nie jest bezpodstawny. Usłyszałem kiedyś od ładnego i niestety głupiego chłopca, że homofobia, rasizm i antysemityzm nie istnieją. Nie znam osobiście żadnego czarnoskórego, ale kilkanaście autentycznych, współczesnych przykładów rasizmu mógłbym wymienić. Co do homofobii, mógłbym wymieniać i wymieniać do jutra albo i dłużej. Obawiam się, że próżny byłby mój trud, a odpowiedź mógłbym uzyskać np. taką:

Co? Geje mordowani, gwałceni, zamykani do więzień, dzieci i nastolatkowie zadręczani na śmierć? No dobrze, ale dlaczego w dalszym ciągu nie ma tych parad dla heteroseksualistów? Gdzie się podziała sprawiedliwość?!

Jeśli nie widzi się różnicy pomiędzy „nienawidzę tej grupy społecznej i dlatego będę ich gnębił, bił, mordował, zamykał do więzień i odbierał prawa”, a „nienawidzę [w domyśle- boję się] tej grupy społecznej, ponieważ mnie gnębi, bije, morduje, zamyka do więzień i odbiera prawa”, jest się głupcem. I tyle.

Owszem, nienawiść nie jest dobra. Generalizowanie nie jest dobre. Zamykanie się w getcie nie jest dobre. Ale jeśli przeciętny gej spotykając heteroseksualnego faceta czuje niepokój, niepewność albo nawet strach, to coś jest nie w porządku. Jeśli przeciętny gej słysząc, że ten facet nie ma nic przeciwko gejom i ich wspiera, podświadomie przestaje wierzyć, że jego rozmówca jest hetero – to raczej na pewno coś jest z naszym społeczeństwem nie w porządku. Przez lata całe pokolenia pracują na to, by zastraszyć i zgnębić mniejszości. Kiedy przychodzi wielkie „oswobodzenie”, nagle potomkowie gnębicieli, albo i sami gnębiciele, zaczynają mieć pretensje do mniejszości, że śmie być nieufna, że śmie zamykać się w swoim gronie i tworzyć miejsca, w których może poczuć się bezpiecznie, bez ciągłego stresu, że nagle przytoczy się tam typek jeden z drugim i powie „zasługujecie na kulkę w łeb, zboczeńcy”.

W starciach z internetowymi idiotami nie warto się wściekać, wyłazić ze skóry i zniżać do ich poziomu. Ale przestańcie wreszcie oczekiwać ode mnie – czy od kogokolwiek innego – że będę znajdywał w sobie niewyczerpane pokłady kultury, miłości i chęci pojednania. Nie będę. Nie mogę zapomnieć -i nie mam zamiaru nigdy o tym zapominać- że największym marzeniem tych wypranych z mózgu indywiduów jest wysłanie mnie oraz ludzi, na których mi zależy, wprost do piachu.

Teraz żądają tolerancji dla swojej nietolerancji. Prześladują i dręczą zasłaniając się bezkresną wolnością słowa i sumienia. Jeśli dziś im ją bez szemrania damy, jutro zażądają, żebyśmy zamknęli się w getcie, odeszli z ich kraju lub od razu ustawili w rzędzie pod murem. Oczywiście żądają tego już teraz, ale póki co, nikt ich jeszcze nie słucha. Niestety, ale przy tak spolegliwej postawie, jakiej się od nas wymaga, jutro możemy już nie mieć wyboru.