Polacy chcą być Chrystusem narodów. Wszyscy. LGBT też.

Okazało się, że jesteśmy prawie ostatni w Unii Europejskiej. A to ci nowina. No i teraz na fejsie pod smutnymi wiadomościami o sytuacji LGBT w Polsce atakują mnie same smutne buźki i zrezygnowany ton, bo ech i ach, bo to już taki kraj, bo na nic dobrego nie możemy liczyć, bo może za 100 lat albo nawet 300. Pod wszelkimi inicjatywami LGBT z kolei same narzekania. Widzę to nie od dziś, ale dziś przyszło mi do głowy, żeby dać upust frustracji, a gdzie najlepiej to zrobić? no oczywiście, że na blogu (o ile ten dogorywający wrak, którym stał się Genderysta, jeszcze wpisuje się w taką kategorię).
(to wy, ludzie od smutnych buziek na fejsie, ale trochę też ja w tej notce)

Nie przeczę, przez wiele ciężkich do przetrawienia czynników miałem w swoim życiu dość długi epizod chronicznej bierności i zniechęcenia. Z natury jestem raczej człowiekiem, który prędzej zrobi coś pod wpływem impulsu bezmyślnie, niż nie zrobi wcale. Depresja zmieniła mój charakter doszczętnie na kilka lat, dlatego wiem, że w takim stanie można tkwić i tkwić i czasem ciężko mu zaradzić albo nawet się nie da. Ale żeby od razu cały naród? No chyba nie. To nie narodowa depresja, to narodowy fetysz.

Osobiście wyznaję (i staram się stosować) zasadę, że jeśli coś jest nie takie, jakie powinno być, należy to zmienić. Dlatego denerwuje mnie jak łatwo Polacy godzą się z niezbyt fajnym losem. Miałem to na co dzień w domu. Bierność to, jak się zdaje, domena wszystkich w tym kraju. Główna, zaraz obok pesymizmu, cecha narodowa – w dodatku kolejna, którą nie da się pochwalić. Mamy więc naród-bierną masę – rzekomo apolityczną, aspołeczną, a-aktywistyczną (tylko rzekomo, bo jak wiadomo nie od dziś, milczenie dobrych ludzi jest w praktyce przyzwoleniem na działania tych mniej dobrych). I od tej właśnie masy dostaje się po łbie wszelkiego rodzaju działaczom i aktywistom. Dostaje się bez przerwy, że albo coś robią źle, albo niedostatecznie dobrze, albo w ogóle bez sensu, że robią, bo przecież i tak będzie tylko gorzej. Mamy cały naród specjalistów, którzy wszystko zrobiliby lepiej- pozostaje tylko pytanie, dlaczego tego nie robią? Aha, zapomniałem, że przecież w tym kraju nigdy nic się nie zmieniło i nigdy się nie zmieni, więc nie warto w ogóle próbować. Trochę podobnie jest zresztą z wyborami, bo przecież bez sensu iść na wybory, skoro i tak „ci źli” wygrają… co mówi od lat ponad połowa obywateli, nieprzerwanie robiąc dziwkę z logiki.

Z całym szacunkiem, ale jeśli samemu nie starcza ci energii nawet na to, żeby w minimalny sposób skorzystać z własnych praw obywatelskich, to chociaż pozwól w spokoju działać innym. Być może wszelkie działania na rzecz LGBT są w tym kraju syzyfową pracą, albo na taką wyglądają. Nie oznacza to, że powinny w tym momencie ustać, że wszyscy powinniśmy skapitulować, podejść pod mury „bastionu normalności”, rozwinąć białą flagę i zawołać do smutnych chłopców: „Wygraliście! powiedzcie nam teraz, którędy do gazu?”

(nie wiem jak was, ale mnie właśnie przekonali)
Faktem jest, że wszelkie inicjatywy wydają się jakby bardziej skazane na porażkę, kiedy muszą nie tylko rozbijać się o arogancję „elity rządzącej”, ale i o mur narzekań ze strony własnego środowiska.
Środowisko ignoruje też z uporem, że na niektórych płaszczyznach coś się powoli zmienia na lepsze. Są to oczywiście małe kroczki, może nieodczuwalne- ale zawsze jakieś. Nawet jeśli nie zmienia się za bardzo, to może wypadałoby chociaż docenić, że są ludzie, którzy poświęcają całą swoją energię i czas na to, żeby przynajmniej wszystko z dnia na dzień ostatecznie się nie posypało. Jest tak, jakby polskie LGBT czekało z wytęsknieniem na ten dzień, w którym będziemy tu mieć drugą Rosję albo i gorzej – bo wtedy będzie w końcu można wygodnie siąść na dupie i narzekać do woli… oczywiście w domu po kryjomu, bo publicznie nie będzie już wolno, o czym, jak się zdaje, nikt już jakoś nie myśli. W końcu ważne, żeby było źle – to wręcz idealna sytuacja dla nieodrodnych przedstawicieli narodu, który od x lat masturbuje się tylko i wyłącznie własnym męczeństwem!
Wydaje mi się tak za każdym razem, kiedy słyszę kolejny głos, że zanim się we wczesnych latach dwutysięcznych aktywiści nie zaczęli obnosić, to było tak super, bo był święty spokój, żyło się po cichu, a teraz to trzeba znosić sąsiadki, które pytają „ale panie, naprawdę panu przeszkadza, że się pan nie może z chłopakiem trzymać za ręce? bo tak Biedroń w tefałenie naopowiadał, no głupek jeden” i w ogóle straszne jest teraz cierpienie i prawdziwe prześladowania, bo trudniej  jest być poważanym obywatelem katolickiego kraju a w domowych pieleszach tym obrzydliwym pedałem.
No, bardzo mi przykro… Wcale.
* (tak na marginesie najlepsi są ci od „przez Legierskiego mamy w Polsce dyktaturę!11!1!” – 1. czy aby lekko nie przeceniacie możliwości Legierskiego w manipulowaniu tłumem 2. i równocześnie jakby lekko nie doceniacie miażdżących statystyk, pokazujących, że Polacy zwyczajnie nie chodzą na wybory?)

Skrzynka jabłek.

Co odpowiadają polscy wierni kardynałowi, który prosi, by nie stawiać znaku równości między uchodźcą a terrorystą? „goń się klecho” (dosłownie, cytuję komentarz z fb).

Ponadto:
„Jeśli w koszu mamy tylko co 20 jabłko zatrute, ale wszystkie wyglądają tak samo, to wyrzucamy wszystkie jabłka, proste.”
Co mi ta wypowiedź przypomina? Cejrowskiego, który homoseksualistę porównał do zepsutego jabłka, od którego zgniją w skrzynce wszystkie pozostałe.
Myślę, że polscy duchowni (oczywiście ta część z nich, która mimo wszelkich wad, nie brata się z nacjonalistami) zrozumieli, do czego doprowadziła polityka szczucia obcymi – i że jeśli coś się stanie, jakieś nowe Jedwabne, to polski Kościół będzie miał krew na rękach, jako instytucja, która do polityki ksenofobii i strachu dołożyła swoją cegiełkę… a raczej przez całe lata dołożyła stos wielkich cegieł.

Ludzie to nie jabłka. Ale na tą dyskusję zdaje się jest już w tym kraju za późno.

„Białostocka Prokuratura sprawdzi, która cukiernia wykonała tort ze swastyką”, czyli dziwny kryzys cukierniczy w naszym kraju.

Polska, rok 2016 i chyba można już pisać o (neo)nazizmie bez ryzyka natknięcia się na internetowych „śmieszków” skutecznie ucinających dyskusję prawem Godwina.
Przywykłem już do tego, że poranna internetowa prasówka jeży mi włos na głowie, a wy? Wszystkie organizacje monitorujące zachowania rasistowskie mają coraz więcej pracy i wcale nie jest mi do śmiechu, choć równocześnie to, co się dzieje (np. ostatnio w branży cukierniczej), może budzić uśmiech politowania i zażenowania.
mały
Jeszcze 3 lata temu słyszało się czasem (to i tak o „czasem” za często) o skandalicznych zachowaniach marginesu społecznego. Potem tęcza zaczęła płonąć – spłonęła 7 razy. Odpowiadaliśmy wtedy hasłem „wszystkich nas nie spalicie” – i to hasło także jeżyło mi włos na głowie. Czy słusznie? Słusznie. Niedawno we Wrocławiu spłonął Żyd spłonęła kukła Żyda. W Płocku ONR, po raz pierwszy od 1934, wszedł do pewnego liceum i werbował młodzież za zgodą dyrektorki – i niemal udało im się to zrobić niespostrzeżenie (njus wypłynął do gazet z kilkudniowym opóźnieniem). Zdjęcia łysych brunatnych gówniarzy ze znakiem krzyża celtyckiego i falangą zostają powoli wypierane przez zdjęcia łysych brunatnych gówniarzy (i nie tylko gówniarzy) z autentyczną swastyką w kolorycie dobrze wszystkim znanym (hinduski symbol szczęścia, orzekłaby zapewne białostocka prokuratura – ostatnio znalazł się na torcie).
I tak sobie myślę w kontekście tego, co się dzieje i co się zaczynało dziać już kilka lat temu, ignorowane skutecznie przez większość Polaków (wtedy obcokrajowcy jeszcze nie wierzyli w pozorny absurd, że Słowianie a już zwłaszcza Polacy, mogą być nazistami) – że największym błędem jest łączenie nazizmu na zawsze z Niemcami. Forsuje się bezrefleksyjne przekonanie, że Niemcy są źli, albo – w wersji mniej ksenofobicznej- że Niemcy byli wtedy, w latach 30 i 40 XX wieku, źli. Dla wielu to najważniejsza lekcja, jaką wyciągnęli z III Rzeszy i II wojny światowej – a jeśli ktoś próbuje ich tezę obalić, oskarżany jest o chęć zafałszowania historii i uniewinnienia niemieckich nazistów.
Tendencje ogółu do uproszczeń i niechęć do szukania głębszych przyczyn, są bardzo wygodne i niestety, mszczą się latami.
Oczywiście, że każdy znający historię choćby w nikłym stopniu (nie mówimy tu o fali dzieciaków, którym się obecnie wydaje, że znają historię po obejrzeniu „Historii Roja” lub zjedzeniu małego marcepanowego powstańca ze szczytu patriotycznego tortu), jest w stanie wymienić kilka przyczyn, które sprawiły, że to akurat w Niemczech w ubiegłym wieku do głosu doszła tak niszczycielska, antyludzka ideologia. Szkoda, że wykucie na pamięć przyczyn i skutków na sprawdzian z historii nie prowadzi niemal nikogo do dalszych refleksji – refleksje nie są przecież mile widziane na maturze.
To, zdaje się, problem na skalę światową. Humaniści niemieccy wielokrotnie podejmowali próbę odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”, obarczeni niejako poczuciem zbiorczej odpowiedzialności. Inne narodowości, a już na pewno nie Polacy, nie zadają sobie tego pytania w ogóle – przez co niemożliwe jest wyciągnięcie z historii smutnej lekcji, że każde społeczeństwo, oczywiście pod wpływem pewnych czynników, a dodatkowo umiejętnie sterowane, jest zdolne do radykalnego zwrotu ku totalitaryzmowi i zaakceptowania antyludzkiej ideologii. 
W Polsce rośnie w siłę dziwna subkultura śmierci, sięgająca do gotowego systemu wartości, opartego rzekomo na trzech filarach (Bóg, Honor, Ojczyzna). Jest to subkultura fanatyków, którym wydaje się, że są patriotami, a rozrosła się obecnie tak bardzo, że umożliwia prawdziwym neonazistom wystawianie łba z nory, w której dotąd siedzieli względnie cicho, występując czasem incognito pod znakiem falangi. Objawia się w tych wszystkich „fanach” żołnierzy wyklętych źle pojęty, destrukcyjny „patriotyzm”. Straszno się robi na myśl, że heilujące na grobach AKowców dzieciaki robią to w dobrej wierze.
Wszystkie te niby szlachetne pobudki wyrosłe z biedy (zarówno w sensie ekonomicznym jak i umysłowym), poczucia beznadziei i frustracji, która „bezpańskiej” młodzieży z wielkich blokowisk każe szukać wszędzie wrogów*, zostają cynicznie wykorzystywane – zarówno przez kapitalistyczny rynek zalewający nas absurdalnymi i właściwie świętokradczymi gadżetami z symboliką Polski Walczącej, jak i przez radykalnych (i nie tylko radykalnych!) polityków.
W tych wyborach bardzo dobrze sprzedającym się hasłem wyborczym, niestety nie tylko u radykalnej prawicy, było „Stop imigrantom” czy nawet „Stop uchodźcom” – a przesunięcie równowagi tak daleko na prawo, pozwoliło wiadomym grupom na bezczelne rozwieszanie plakatów będących wiernymi zżynkami z plakatów zalewających Niemcy ponad 80 lat temu.
Fakt, że nawet kościelni hierarchowie, przy całej swojej skostniałej, patriarchalnej, właściwie feudalnej, budowanej na ksenofobii wizji świata, coraz częściej zabierają głos, potępiając nacjonalistyczne postawy, zamiast cieszyć, martwi jeszcze bardziej – sytuacja jest już na tyle poważna, by Kościół czuł się w obowiązku interweniować.
Komuś zależy na podsycaniu ognia, który dostatecznie długo i umiejętnie podsycany, nie zadowoli się kukłą Żyda, tak jak nie zadowolił się Tęczą na Placu Zbawiciela. Krok za krokiem idziemy dalej w tym szaleństwie, a od ostatnich wyborów jakoś wyraźniej szybciej – a przecież i tak jesteśmy od dawna na równi pochyłej. .
*i tutaj nie ma lepszego prezentu dla brunatnych, niż „wróg”, który wygnany bombami z własnego domu, puka z konieczności do naszych drzwi

Szkoda.

Od lat redaktorzy Fronda.pl serwują swoim czytelnikom starannie wybrane zdjęcia z zachodnich parad równości, okraszając nimi już i tak dostatecznie pikantne artykuły z pogranicza fantasy i science fiction o homoseksualnych demonach, satanistach, muzułmanach i przykrych skutkach stosunków analnych. heheNie tak dawno w kilku polskich miastach zawisły plakaty z dwoma mężczyznami w skórach, którzy idą niemal nadzy po ulicy. Hasła z plakatu nie przytoczę. Po pierwsze, musiałbym grzebać w ścieku, żeby je znaleźć. Po drugie pamiętam, że było obrzydliwe.

Działania te mają obrzydzić społeczeństwu środowisko mniejszości seksualnych – ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że najbardziej podatni na ich wpływ są nie heterycy, a my sami. Najgłośniej o szkodliwości parad równości krzyczą sami geje. Z pewnością obrazki ekshibicjonistycznych skórzaków utwierdzą niejednego w skrajnej homofobii, ale kto nie był do tej pory homofobem, prawdopodobnie nagle nim nie zostanie, bo jakiś Niemiec ma srogie fetysze* a pewien Amerykanin wymalował twarz farbkami we wszystkich kolorach tęczy. Takie obrazki służą raczej homofobom do mentalnej, wzajemnej, grupowej masturbacji nad własną homofobią – i całkiem możliwe, że w tej obscenicznej metaforze jest więcej prawdy, niż byśmy chcieli.

Ale niestety, obrazki rozebranych lub tęczowo-różowych panów przede wszystkim wyrządzają krzywdę samym gejom, którzy w Polsce zbyt łatwo dają sobie odbierać poczucie godności (a być może nigdy go nie mieli).  Są narzędziem walki i niestety- narzędziem bardzo skutecznym. Wyrządzają krzywdę psychiczną, chociaż sami poszkodowani zdają się tego nie zauważać.

Chwiejne to nasze środowisko, bez kręgosłupa, bez charakteru, rozdarte na milion części. W przytłaczającej większości polskie mniejszości seksualne przejęły od homofobów przekonania i drżą na myśl o tym, że gdzieś na świecie ciota w różowych piórach może czuć się szczęśliwa i wcale nie obdarta z godności.

Szkoda.

*sami przyznajcie, że Niemcy kojarzą się ze srogimi fetyszami 

 

 

 

 

.

Dzisiaj krótko. Ten wątek przewija się u mnie na fanpejdżu odkąd pojawił się na nim temat uchodźców syryjskich. Oskarżany jestem o niewiedzę i uświadamiany jestem miłosiernie, że ISIS morduje gejów. Nikt z oskarżających nie był u mnie na fanpejdżu na tyle długo, żeby zobaczyć, że szerowałem artykuły o egzekucjach ISIS.

Dzisiaj Internet znów będzie pełen prawicowych rzygowin, bo nasi rodacy z chęcią żerują na tragedii ludzkiej i zdecydowanie potępiają tych ekstremistów, którzy od słów przeszli już do czynów. W ramach potępienia państwa religijnego terroru, będą wzywali do linczu na ofiarach tegoż państwa. Trudno nie odnieść wrażenia, że nie podoba im się tylko imię Allaha, a co do reszty znakomicie dogadaliby się z tymi, których tak mocno nienawidzą. Ale kogo to obchodzi?

Zbędne są dyskusje z ludźmi, którzy mają klapki na oczach i chcą je mieć. Nie przyjmą do wiadomości, że lincz na niewinnych nie jest rozwiązaniem żadnego problemu. Okazuje się na przykład, że rozpisanie ciągu przyczynowo-skutkowego, który doprowadził Francję do obecnej sytuacji, jest obroną terroryzmu islamskiego. Dociekanie przyczyn niszczy przecież wizję czarno-białego świata. Zmusza za bardzo do myślenia i ciężej będzie nam bić tych, którzy z zamachami nie mają nic wspólnego.

Jeśli czujesz się moralnie lepszy od muzułmanów, bo przeczytałeś, że ISIS zrzuca gejów z dachów wysokich budynków  – nie masz nawet pojęcia jak bardzo się tobą brzydzę. Od czasu, gdy morze zaczęło wyrzucać na europejskie plaże uciekających przed wojną ludzi, doświadczyliśmy w Polsce wysypu Polaczków szczerze zatroskanych o losy biednych gejów (tak jak i o losy gwałconych kobiet). Wydaje im się, że są sprytni. Prawdopodobnie widzą w sobie bohaterską husarię. Nie miejcie jednak złudzeń- prędzej stanęliby ramię w ramię z oprawcami, niż przeciwko nim.
Powiem wprost, żeby była jasność- ja nie bronię islamu. Islam, jak każda inna religia, świetnie obroni się sam. Ale nie obroni ludzi, którzy urodzili się w złym miejscu i w złym czasie. Ludzi, z których część wyznaje islam, a część chrześcijaństwo. Ich religijność nie ma wielkiego znaczenia w momencie, w którym chce się na nich przeprowadzić pogrom.

rights
Polacy chyba lubią pogromy. Przed chwilą włoscy FASZYŚCI, oficjalni faszyści, nie zwykli stadionowi chłopcy, zostali zaproszeni do polskiego sejmu. Weszli tam ze swoją brunatną ideologią. Nikt ich nie wyprosił. Nikogo to nie obeszło. Uświadomcie to sobie.

~

Najpierw przyszli po komunistów,
ale się nie odezwałem,
bo nie byłem komunistą.

Potem przyszli po socjaldemokratów
i nie odezwałem się,
bo nie byłem socjaldemokratą.

Potem przyszli po związkowców,
i znów nie protestowałem,
bo nie należałem do związków zawodowych.

Potem przyszła kolej na Żydów,
i znowu nie protestowałem,
bo nie byłem Żydem.

Wreszcie przyszli po mnie,
i nie było już nikogo, kto wstawiłby się za mną.

_

Martin Niemöller – niemiecki pastor, działacz antyhitlerowski